Wszystko co kocham PDF Drukuj Email

Film Jacka Borcucha, miał zdaniem reżysera tułać się po niszowych kinach, a tymczasem premiera odbyła się w największej sali kinowej Europy, w warszawskim Multikinie. Co się stało, że zaczarował publiczność i wieść o nim roznosi się zgodnie z zasadą marketingu szeptanego?
Oglądałam film i już w trakcie seansu wiedziałam- to opowieść o tym jedynym, wyjątkowym czasie w życiu człowieka, gdy wszystko ma intensywniejszy smak. Każdy z nas ten smak zna. To smak młodości, tego przejścia ze świata dziecka w świat dorosłych. Czas buntu przeciwko zastanym koleinom, czas odkrywania siły uczuć, czas wolności. Tego jedynego w swoim rodzaju poczucia siły.
Pychy młodości.
Czekałam na film, w którym odnajdę atmosferę Jarocina, garażowych przeglądów zespołów rockowych, koncertów z kiepskimi wzmacniaczami ale z mega energią. I we" Wszystko co kocham" odnalazłam to od pierwszej minuty. Ten dźwięk, to przytłumione brzmienie. Tę butę i to poczucie wolności. Reżyser opowiada historię jak z "Buszującego w zbożu", tyle, że naszą, własną. W tle Wielka Historia i tamtejsze dylematy. Czy polityka może mieszać w miłości? Czy warto iść na kompromis?
Zobaczyłam siebie, swoich dawnych kolegów i zrozumiałam, że bez względu na historyczne okoliczności za dorosłość trzeba zapłacić swoją cenę. Nie ma siły.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 1 gość
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak