Avatar Jamesa Camerona PDF Drukuj Email

Pamiętam rozmach z jakim nakręcony był Titanic. Sceny zalewanego wodą statku, spadająca z półek zastawa stołowa, wszystko tak bardzo przerażająco prawdziwe. Zanim w kinach pokazał się Avatar, czytałam, że będzie jeszcze mocniej.
Usiadłam w okularach, które miały mnie przenieść w świat stworzony przez reżysera.
Na początku obraz wydawał mi się sztuczny, potem, pewnie przyzwyczaiły się oczy, a i ja dałam się wciągnąc na tamtą stronę.
Co zobaczyłam? Przyszłość, w której ludzie odkrywają planetę Pandorę, prowadzą tam program badawczy. I jak to zwykle w takich historiach bywa, jedni chcą poznać to miejsce i jego mieszkańców, a drudzy chciwie szukają skarbów.
To tam sparaliżowany były marine dostaje szanse na zdrowe, sprawne ciało. Dostaje swojego Avatara. Żyje życiem mieszkańców bajkowo pięknej planety. Ma do wykonania zadanie, ale im więcej dowiaduje się o Pandorze i jej mieszkańcach, tym bliżej mu do ich świata niż tego skąd przyszedł. Oczywiście jest wątek miłosny, jest bitwa, starcie dobra ze złem.
Jest monumentalna muzyka, są piękne krajobrazy, urzekające swoją innością.
I przesłanie. Chciwość zabija i niszczy.
Można być szczęśliwym tylko wtedy, gdy żyje się nie krzywdząc innych, także tych, których nie rozumiemy.
Navi na Pandorze szanują swoją Matkę Ziemię. Przeszłośc i przyszłość. Wszystko co żyło, żyje, będzie żyło.
Możliwe, że Cameron tym filmem pyta o cel technologicznego rozwoju.
Co nam z cudownych wynalazków jeśli poczucie szczęścia nie od nich zależy.
Wciąż najważniejsza jest ...miłość.
Pomimo tego, że zobaczyłam w tym filmie to co już gdzieś widziałam, u innych, to jednak zgadzam się z pełnymi zachwytu głosami- to film fenomenalny.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 5 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak