Amsterdam PDF Drukuj Email

Amsterdam
Miał być majowym przerywnikiem.
Wypadem do miasta, którego jeszcze nie znam. Niespodzianką.
Okazał się tłem do decyzji o zmianach i moją Weroną.

Spodziewałam się zobaczyć zaśmieconą, sterroryzowaną przez rowerzystów przestrzeń, a dostrzegłam poza stosami butelek i puszek po piwie, poza zapachem trawki -świetną architekturę, jeszcze bardziej wysmakowane wnętrza, romantyzm kanałów i bajkowość kawiarenek nad wodą.
Tym razem majówka miała w sobie element zaskoczenia.
Widok z okna na rzekę Amstel, na której panował ruch jak na naszej Marszałkowskiej.
Wszędobylskie fruwające w powietrzu lipowe "noski", świetne do szurania, rzucania sobie na głowy, zabawy kto pierwszy złapie i oszałamiania.
Wspaniała sztuka i obrazy Van Gogha z bliska.
Wreszcie królestwo rowerzystów.
W Amsterdamie najwięcej praw mają rowerzyści, potem piesi, samochody i na końcu turyści, którzy dla miejscowych są zmorą. Gubią się w plątaninie ścieżek- wchodzą na trasy rowerowe, przemykają gdzieś pod budynkami, tarasują niechcący ruch i wpadają wprost pod duże koła.
Kiedy tylko przesiadłam się na żółty rower- awansowałam.
Na ulicach tego miasta od razu byłam Kimś Ważnym.
Z roweru widać kompletnie inaczej.
Tak samo z łódki o poranku, albo wieczorem.
Za każdym razem wychwytuje się inne detale.
Zaglądałam w bezfirankowe okna mieszkań, barek zasiedziałych na wodzie, a im więcej chodziłam , jeżdziłam, pływałam, tym wiekszą miałam pewność, że tym miastem nie sposób się nasycić.
Jest jak tamtejsza, tradycyjna bułka ze śledziem, nie łatwo ją znależć, ale jak już się ją namierzy trzeba od razu kupić co najmniej dwie.

AmsterdamAmsterdamAmsterdamAmsterdam
AmsterdamAmsterdamAmsterdamAmsterdam
AmsterdamAmsterdamAmsterdamAmsterdam
AmsterdamAmsterdamAmsterdamAmsterdam
AmsterdamAmsterdam  

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 1 gość
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak