Koncert Leonarda Cohena PDF Drukuj Email

Marito.
Proszę znajdź mnie
mam prawie 30 lat.

To wiersz, który został napisany przez niego na ścianie kawiarni w Montrealu.
W środku pośpiesznego tygodnia koncert, który był misterium.
Zatrzymaniem.
Sztuką pod najczystszą postacią.
Nie trzeba znać jego wierszy, ani czytać książek, żeby poczuć niezwykłość tego co ma do powiedzenia.
Smutne, ale w tym smutku przejmująco piękne ballady wyśpiewał Cohen na Torwarze.
Na ten wieczór zamieniono halę sportową w świetnie nagłośnioną halę koncertową.
Nawet na płycie ustawiono krzesełka.
Wszystkie tego wieczoru zajęte przez 5 tys. wielbicieli talentu Kanadyjczyka.
Nie dziwię się.
Po 15 latach wyruszył w trasę.
Siwy, przygarbiony, ale z magnetyczną aurą.
Z jeszcze niższym głosem(jak mówi zawdzięcza go liczbie wypalonych papierosów) w kapeluszu, ze staroświeckim charmingiem deklamował czasem przed piosenkami ich teksty.
I czarował publiczność mówiąc o tym jak wielkim przywilejem jest grać dla niej, wszak to przyjaciele.
Owacje, owacje na stojąco, bisy. Kwiaty.
Fantastycznie zgrany zespół i żadnych przypadkowych dźwięków.
Przestrzenny, pełen muzyki i słów występ.
Nie często zdarza się takie idealne połączenie.
Byłam wdzięczna, że coś mnie popchnęło w kierunku Torwaru.
Taka okazja może się już nie powtórzyć.
Znalazłam go, tyle, że ma już 75 lat.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 5 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak