Toskania PDF Drukuj Email

Toskania. Moje miejsce na ziemi.
Muśnięta w czasie chmurnym i durnym, rozpoznana wiele lat później. Miejsce symbol.

Tam czuje sens slow life. O tej krainie napisałam niedawno ten tekst. Nic dwa razy się nie zdarza?
15 lat temu to były te same schody.
Tylko ja inna.
I kraj, z którego przyjechałam też inny.
Tyle zmian w ciągu tych 15 lat.
Zapomniałam o tych schodach.
Od tamtego wyjazdu zdążyłam zobaczyć wiele zakątków, nie jedne schody.
Uleciała mi nawet nazwa miasteczka.
Ale było coś co pamiętałam doskonale.
To smak włoskiej kawy.
Mojej pierwszej, „zachodniej kawy”.
Kiedy niestrudzeni towarzysze tamtej podróży wspinali się na jedną z wież ( kiedyś w tym miasteczku było ich ponad 70), ja zdecydowałam, że zostaję na schodach, by popatrzeć na życie toczące się na placyku.
Naprzeciwko był bar pełen ludzi sączących espresso.
Impuls.
Po chwili i ja trzymałam w dłoniach swoją filiżankę.
Cappuccino z pianką, takie najprawdziwsze z prawdziwych.
Co z tego, że zbytek, że do tej pory dawałam sobie radę z pokusami.
Nie powstrzymała mnie nawet świadomość jak droga była ta kawa dla przybyszów z Polski.
Piłam ją i czułam się obywatelem świata.
Siedziałam w tym barze tak jak inni.
Tamta błogość i tamto poczucie ważności było jedyne i niepowtarzalne, a smak pierwszego oryginalnego cappuccino nie do podrobienia.

Odkrywam, że teraz jestem na tych samych schodach.
Naprzeciwko ten sam bar, jak wtedy pełen ludzi.
Dziś kawa wypijana w nim kosztuje 1,20euro.
Na tych wakacjach raczę się nią każdego dnia.
To mój rytuał.
Mam nawet swoje ulubione miejsce, przed murami, z którego roztacza się najpiękniejszy widok na całą toskańską okolice.
Obraz, którego ja jestem jednym z elementów.
Zazdroszczę barmanom tego widoku.
Czy oni się nim cieszą?
Czy w ogóle dostrzegają wyjątkową urodę tego miejsca?
Widzą mgły i rozproszone światło?
Proszę cappucino i razem z innymi wypijam je przy barze na stojąco.
Za każdym razem barman uderza dzbankiem ze spienionym mlekiem o kontuar i dopiero po chwili wypełnia nim moją filiżankę.
Przez chwile wyobrażam sobie, że jestem takim barmanem, słucham opowieści tych, którzy tu wpadają i tak chętnie dzielą się wszystkim co dla nich ważne. Układam sobie z tych puzzli historie życia.
W dzień kiedy żegnamy się z Toskanią wstajemy bardzo wcześnie rano.
Właśnie po to, by wypić tę ostatnią kawę w naszym barze.
„Grazie” mówię i obiecuję sobie, że będę w tym samym miejscu za 15 lat.
I też wypiję kawę.
A potem usiądę na tych samych co zawsze schodach.
I może wreszcie wdrapię się na wieże, by popatrzeć z góry na okolice.

ToskaniaToskaniaToskaniaToskania
ToskaniaToskaniaToskaniaToskania
ToskaniaToskaniaToskaniaToskania
ToskaniaToskaniaToskaniaToskania
ToskaniaToskaniaToskania 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 3 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak