Kwitnące PDF Drukuj Email

26/04/2007 => Do M...
Pojechałem sobie rowerkiem zobaczyć, jak też ten świat wygląda w dniu dzisiejszym. I wiem. Po prostu cudnie. Asfalt otoczony z obu stron soczystą zielonością trawy, kolorowymi plamkami kwiatów. Wszystko tak intensywnie słodko pachnie. W jednej wsi jest pełno sadów owocowych, jak wspaniale jest jechać w szpalerze kwitnących jabłonek to szok :) Do tego świergot ptaków... Fantastyczne...
Można by się zastanawiać, czy to dzień się dopasował do faktów, czy to fakty tak nastroiły mnie do rzeczywistości. Ale się nie zastanawiam. Bo ważne są tylko te fakty właśnie : jest piękny czwartek a Ty masz imieninki :)
Wszystkiego najlepszego, Marzenko.
Pa pa. tomik

Drogi T.
Nawet, gdyby dziś padał od rana deszcz, dzień byłby piękny.
Cieszy mnie sam fakt, że mogę odbierać SMSy, maile i telefony z życzeniami.
Wiem, że to dar.
Miło, że pamiętasz.
Ściskam
M.

26/04/2007 => Przemyślenia
Witam! Masz cudowny głos, ale to zapewne wiesz, przeczytałem troszeczkę tego, co napisałaś, słucham Cię w radiu i się zastanawiam czy jesteś szczęśliwa? Jakoś nigdzie nie znalazłem wzmianki na temat rodziny, raczej chyba jesteś typem samotnika.
Przemyślenia, co do życia masz podobne do moich.
Wiesz, dlaczego ludzie są samotni?
Bo albo mogą sobie pozwolić na taki luksus, albo boją się dać komuś szansę na to, aby zaistniał w ich życiu.
Ostatnio staram się uśmiechać do ludzi, ciężko mi idzie, ale próbuję. Nauczyłem się za to patrzeć ludziom w oczy, jak z nimi rozmawiam, to jest fantastyczne.
Pozdrawiam serdecznie Wojtek z Opola

Wojtku
pisząc te słowa nie mogę Ci spojrzeć prosto w oczy, ale wyobraź sobie, że tak właśnie jest.
Nie cierpię na samotność.
I jestem szczęśliwa.
Bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
Nauczyłam się łapać chwile.
M.

22/04/2007 => to dobrze
(...)
Zastanawiałam się czasem, czy odzywa się do Ciebie taka para: Tomek i Małgosia. Ona też chorowała. On nieraz pisał do Ciebie. Bywa, że skarżył się na ich samotność w chorobie. Albo taka Kaśka, chyba z Ojcowa. Też przechodziła chemię. Znała się na tych chemicznych miksturach. Jak miała chemię to mówiła, że pisze z okopów. Pisała też taka Małgosia. Jeden z jej pierwszych, chyba, listów był o cudzie tzn. kiedy mamie jakiegoś kolegi cofnął się rak. O co oni - chórzyści-kościelni modlili się. Oni piszą?
Trzymaj się wiosennie.(...)Pa - Kasia

Kasia zapytała o tych, którzy tu bywali.
Są... choć nie wszyscy.
Z pary - został Tomek.
A ja wciąż myślę o nim i jego Małgosi...
Choć nigdy jej nie poznałam, stała mi się bardzo bliska.
Na moment nasze ścieżki się splotły.
Zostanie w mojej pamięci.
M.

22/04/2007 => dzięki za pamiętnik
Marzena,
(...) Mam wrażenie, że z Twoich literek korzysta dużo więcej osób, niż przypuszczasz. Świat teraz jest rozpędzony sztucznym napędem i wbrew pozorom, wiele osób potrzebuje normalności. A może prawie wszyscy potrzebują normalności, a tę męczącą nienormalność kreuje tylko garstka ludzi. Nie wiem, jakie jest Twoje wrażenie, ale ja, odkąd zachorowałam, mam nieodparte wrażenie, że każdego dnia spotykam dobrych ludzi na swojej drodze - w różnych momentach życia różnych ludzi, często a właściwie prawie zawsze nieznanych mi zupełnie, a jednak serdecznych, pomocnych, pogodnych. A może tylko takich teraz chcę mieć wokół siebie (poza cudownymi najbliższymi) i takich podświadomie "wybieram" z tłumu? Nie, raczej nie, bo czasami to oni właśnie mnie wybierają. Tym bardziej więc doceniam to zjawisko.
Takich właśnie cudownych ludzi wokół życzę :) Z pewnością odezwę się jeszcze.
pozdrawiam serdecznie
Ula

Ulu,
a może to jest tak, że widzimy to, co chcemy zobaczyć?
Czyli jeśli wierzymy w dobro - doświadczamy go.
Mam identyczne doświadczenie co Ty.
Pozdrawiam wiosennie
M.

22/04/2007 => fgvf
G. ma wszystko, piękną wille, kilka samochodów, markowe ubrania.
Pracuje na to cały tydzień. Na pytanie, kiedy była w kinie odpowiada, że kilka lat temu. Rzadko spotyka się ze znajomymi, a w lato nie ma czasu nawet pojeździć na rowerze. Przecież musi pracować.
Nie pojedzie na wiosenną wycieczkę tak jak ja.
Nie wypije kawy w ulubionej kawiarni.
Nie pójdzie do kina.
Nie ma czasu spojrzeć jak kwitną pierwsze kwiaty.
Ma za to pieniądze...
Nie zazdroszczę takiego życia. Wolę mieć mniej i cieszyć się wolnością i tym, że w niedzielę mam czas na korzystanie z wiosny.
Za kilka lat okaże się, że więcej szczęścia dziś sprawiłoby jej spotkanie z przyjaciółką, aniżeli te pieniądze.
Niestety będzie za późno.
M.

Pewnie każdy z nas zna taką osobę.
I wie, że styl życia zależy od własnego wyboru.
Nie uzdrowimy nikogo na siłę, ona sam musi chcieć.
Życzę wszystkim,aby im się chciało.
M.

22/04/2007 => poweekendowo
Kochana Marzenko!
Wróciłam z Wybrzeża, sprawdzam pocztę i nie ma takiej obcji żebym nie zajrzała też do Ciebie... żebym nie spojrzała na Twoje myśli... tak bardzo ciesze się gdy są nowe wpisy... :) W krótkim czasie mojego weekendowego wyjazdu odwiedziłam wiele miejsc: Gdynie - jej Bulwar i Skwer Kościuszki nocą... Kamienną Górę... Jastarnię, Juratę, Hel z kutrami pełnymi ryb, Fokarnią, Solą w kurkach w nastrojowej restauracji, plażę na cyplu Helskim z niestety lodowatą jeszcze wodą - Latranię Morską z niestety nieczynnym jeszcze o tej porze roku tarasem widokowym... ale nie dałam za wygraną... Latarnia w Rozewiu, cudna plaża w Karwii i urokliwy widok na morze z Jastrzębiej Góry - mogłabym tam stać i gapić się na morze bez końca, gdyby nie zimny - mimo słońca - powiew wiatru... Puck z restauracją na wodzie i wreszcie Malbork i niesamowitą podróżą śladami historii, ze świetnym przewodnikiem, który w sposób niezwykle interesujący potrafił wyświetlić obrazy z przeszłości niezapominając o teraźniejszości i takiej życzliwej, serdecznej, pełnej humoru relacji do drugiego człowieka... Nie sądziłam, że w ciągu trzech dni można zmieścić aż tyle wrażeń i że taki spontaniczny wyjazd może dać tak wiele radości, energii.. czego dowodem jest moja szczegółową, późnonocna relacja... :) A inspiracją do niej były Twoje słowa z wpisu " Grunt, że magnolia co roku wie, jak należy zareagować na słoneczne promienie. Patrzę i uczę się." Ja także staram się nie przegapić energii słonecznej, która jest tak bardzo dla nas cenna - mimo że bezpłatna... ściskam bardzo, bardzo serdecznie...
Małgosia

Małgosia zainspirowana jednym zdaniem z dziennika ruszyła w podróż.
Może kogoś innego zainspiruje jej list.
Im więcej robimy, tym więcej mamy czasu.
Też się o tym przekonałam w Istambule.
M.

08/04/2007 => moja mama
Witam pani Marzeno,
pisałam tutaj już kiedyś, dawno, kiedy trafiłam na Pani bloga po obejrzeniu programu w TVN Style. Przeczytałam całego wtedy i do dzisiaj śledzę każdy wpis. Taki mi już został zwyczaj .
Parę tygodni temu, na trzy dni przed wymarzonym wakacyjnym wyjazdem rodziców do Meksyku, moja mama zrobiła badania i dostała wyniki. Rak piersi. Dobrze, że szybko wykryty. Nie dało się go jeszcze nawet wyczuć. Nawet lekarka nie mogła, wiedząc, że jest i gdzie jest. Dobrze, że moja mama pilnuje profilaktycznych badań.
Po wielu rozmowach z lekarzami nie zrezygnowali jednak z wyjazdu. Z odpowiednimi zaleceniami pojechali naładować akumulatory i uciec stąd aby nie siedzieć i biernie czekać na szpital. Wrócili tydzień temu. W tej chwili moja mama leży w szpitalu po operacji mastektomii i usunięciu węzłów chłonnych, operacja była dzisiaj w południe. Na święta ma wrócić do domu.
A ja myślę od chwili, kiedy się dowiedziałam o chorobie, jak Mamie pomóc.
Psychicznie. Bo są na szczęście w Poznaniu, gdzie jest dobrze wyposażony szpital onkologiczny, gdzie są dobrzy lekarze. Już nic lepiej z tej strony nie można zrobić. Ale zewsząd słyszę, wszędzie czytam, że to dopiero połowa sukcesu. Że nastawienie pacjenta, psychika, to drugie pół powodzenia.
Dałam już mamie trochę mam nadzieję dobrej lektury. A teraz mnie czeka przejrzenie jeszcze raz Pani bloga od dnia Pani badań do ... dzisiaj i zrobienie z tego streszczenia i mini książeczki dla mojej mamy, która nie jest "zainternetowana".
I w tej chwili, mimo masy błota i paskudztw, jakie czytałam na różnych forach i blogach, mimo powszechnej opinii o internecie jako o śmietniku , do czego się przyczyniło wielu anonimowych użytkowników, tak sobie myślę, że dobrze, że on jest. Że mam z niego wiedzę, inspirację, pomoc. Że można tam znaleźć to, co się potrzebuje. Jak ktoś szuka śmieci, znajdzie śmieci. Jak ktoś szuka pomocy, znajdzie pomoc.
I tak już bezpośrednio, chciałam napisać bezpośrednio do Pani, dziękuję.
Miesiąc temu nie wiedziałam, że będę w takiej sytuacji. A teraz dziękuję, bo dzięki temu, że Pani chciało i chce się pisać, pomoc mam ja, moja mama, i na pewno jeszcze masa masa innych ludzi :-)
Ola

Olu,
chyba nie ma osoby, która nie byłaby zdziwiona, gdy rak dotyka jej samej, albo jej rodziny.
Przecież ja też nie widziałam siebie w tej grupie.
Teraz wiem, że jeśli mam być wyjątkowa, to tylko w podejściu do choroby.
Najpierw usiłowałam ją zrozumieć, a teraz żyć po nowemu.
Lepiej, mądrzej, głębiej.
Życzę Ci, abyś swoją Mamę mogła wspierać jeszcze długie lata, aby Wasze życie po tym doświadczeniu było odmienione, na lepsze.
Ściskam wierząc w siłę i Twoją i Mamy.
M.

08/04/2007 => słońce
Marzenko Kochana!!!
Musiałam do Ciebie napisać, bo dzisiaj jest cudowny dzień :świeci słońce i każdy powinien się cieszyć tym dniem. Miałam przez ostatni tydzień rekolekcje jestem po prostu uskrzydlona.
Dobrego tygodnia Ci życzę - buziaczki Karolcia

Karolcia już wie jak to jest fruwać tuż nad ziemią.
Wniosek - szukajmy w życiu tego, co nas uskrzydla.
Inwestujmy w to!
Pozdrawiam
M.

08/04/2007 => wracam pisemnie ;-)
Marzenko,
Rozpieszczanie siebie samej musi jeszcze się bronić, szukać swego miejsca, walczyć o prawo istnienia. Nie rozumiem: dlaczego? Zamierzam nadal rozpieszczać siebie samą, pozwalać się rozpieszczać mężowi. Nie zgadzam się na podejrzliwe spojrzenia. Spojrzenia innych kobiet, przez wieki wychowywanych do dziwnie postrzeganej skromności i dbałości jedynie o innych.

Ale do rzeczy. Ten rok już na dobre się zadomowił, usadowił w naszych rzeczywistościach, a ja jestem w fazie planowania. I - co najlepsze! - realizowania ;-) Dzielę się z Tobą moją radością, ba, euforia! Jestem drugi raz w ciąży (maluszek urodzi się w okolicy czwartych urodzin mojej pierwszej - jak to brzmi dumnie - córeczki), zrobiłam prawo jazdy i mam pierwszy w życiu samochód - jeżdżę entuzjastycznie od kilku tygodni.
Ponadto dostałam wizę do USA i wybieram się w miejsce, o którym marzyłam d.z.i.e.s.i.e.ć lat.
Zgadniesz?

Pozdrawiam najgoręcej,
Alicja ;o)

Alicjo,
ileż energii w tym liście o planach i marzeniach!
Gratuluję macierzyństwa.
Gratuluję przeobrażania marzeń w planów w konkretne działanie.
Sięgaj do gwiazd na swoim niebie.
Ściskam
M.

P.S. To jakie to miejsce w USA?

08/04/2007 =>...
Witaj,
Cieszę się że Wielka cisza i na Tobie zrobiła wrażenie. Przez pierwszych kilka dni zwolniłam. Zaczęłam delektować się gestem, niemalże każdym ruchem. Znam sens mojego życia, wiem dokąd zmierzam i tym bardziej doceniam wszystko to, co pomaga w lepszym pojmowaniu rzeczywistości i dostrzeganiu piękna w najdrobniejszych elementach naszego życia. Nie chce pisać, że rzeczy oczywiste wcale nimi nie są do czasu, aż ktoś nam ich nie pokaże, nie weźmie za rękę i powie że tak jest. Mamy na to nasze życie, każdego dnia budzimy się z nadzieją że wydarzy się coś interesującego, hm. A tu film, dzień -każdy taki sam, a jednak inny bo z każdym dniem bliżej. no właśnie, też tak czuje, tęsknotę i radość, nadzieję i wielką ciekawość.
Kocham życie, kocham każdy dzień, kocham wiosnę i każdy ślad rodzącego się na nowo życia i wiem czemu tak jest. Nie jestem sama, bo nikt z nas nie jest sam. I zawsze jest nadzieja.
gorąco pozdrawiam
Ewa

Ewo,
właśnie tak.
Ten film wyostrza spojrzenie.
I przypomina o urodzie życia.
Ciesz się wiosną.
Pozdrawiam
M.

08/04/2007 => dobra energia :)
Droga Marzenko, chciałabym Ci życzyć dużo siły i pozytywnego nastawienia podczas wykonywania badań!!! Ja oczywiście jestem z Tobą całym sercem i wierzę , że na pewno wszystko jest w porządku i wyniki będą zadowalające, a innych myśli nawet nie dopuszczam :)) !!
Wszyscy chorują, rozmawiałam z moją Panią doktor, która niedawno wróciła po 2 letniej nieobecności, gdyż sama też chorowała, a ja jestem alergiczną i jestem w trakcie odczulania, tzn. co tydzień przyjmuję szczepionki i tak przez kilka dobrych lat :) ale nie narzekam, i doszłam do wniosku, że choroba nie wybiera, a to od nas przede wszystkim zależy jak to przechodzimy. Ty Marzenko byłaś i wciąż jesteś bardzo dzielna i mocno wierzę, że przed Tobą same słoneczne dni, bo w końcu wiosna już tuż tuż :) Mocno ściskam i przesyłam moją dobrą energię!!! Ja myślę, że to już rok.
Iwona z rzeszowa :-*

Iwonko,
mój organizm też poczuł wiosnę.
I uczulenie dało o sobie znak.
Ale przecież alergie nie mogą nam odebrać radości z nowej pory roku.
Aha, może choroba nie wybiera... a może wybiera.
I naszym zadaniem jest zrobić wszystko, by nie wybrała nas.
Ściskam
M.

08/04/2007 =>...
M.,
Tyle ludzi ma jednak na stronie dołki. Też się czują do niczego.
Może nie ma się czego wstydzić? W sumie jesteśmy do siebie podobni, choć przypuszczam, że jeśli ktoś ma dziecko to jego strach o przyszłość będzie większy niż mój.

Lubię jak zaprzątają mnie rzeczy pozornie durne, ale dla mnie stają się w danym momencie ważne. Kupiłam lustro. Długie jak ja. Doprawdy nie wiem jak je przywiozłam dwoma autobusami z "Ikei". Lustro było (i na szczęście jeszcze jest!) gibkie, cienkie, a jeden z kierowców jechał na złość jak szalony.

Lustro rozpakowałam, cały dzień szukałam uchwytów, które oczywiście były przyczepione do pudełka. To samo kiedyś szukałam swoich ulubionych okularów słonecznych, które miałam na głowie. Już kilka dni umawiam się na jego powieszenie.

Rytualnie, co rano, delikatnie je wyjmuję i czekam na facetów. Niestety zawsze coś im wypada. Dziś usłyszałam:
"Ale Pani ma pecha! Ciągle mamy jakąś pilną awarię". "Panowie - pomyślałam - tu nie ma mowy o pechu! To tylko lekcja cierpliwości.
Tak mam silną motywację, żeby powiesić lustro :), a nad nim małą główkę aniołka. Potem znowu zapakowuję lustro, ostrożnie chowam i... czekam.

Zresztą drobne kłopoty to moja specjalność. Kiedy minęła choroba, położyłam się odprężona na kanapie i zaraz trzasnęła nóżka. Ok. Dwa tygodnie było zajęcia z nóżką. To moje jedyne miejsce do spania, więc musiałam działać. W sklepie usłyszałam, że jeszcze nikomu się to nie przydarzyło. Byłam pierwsza.

Ok. Jak zamontowałam nóżkę, to znowu poluzowały się śruby i odpadła jedna część tej cudownej kanapy. W sklepie już nic nie usłyszałam.
Wykrzyczano mi, że od 11 lat nie było takiego przypadku. Ok. Zorganizowałam naprawę. Jak nie trudno zgadnąć kupiłam bubel, ale co tam.

Innym razem jedno niedzielne przedpołudnie spędziłam z głową w piekarniku. Wrzuciłam nonszalancko coś do rozmrożenia, nastawiłam na 200 stopni. To "coś" było w plastikowym pojemniku. Wpadłam na to po jakimś czasie jak pudełko już rozpuściło się a plastik wplótł w wiatraczek w piekarniku. No więc odrywałam, skrobałam, rozkręcałam i płakałam.

Ech, przeżyłam już lampę która wbiła się w ścianą. Zrobiła dziurę.
Zamalowałam ją i zrobiłam z kolei różniącą się od całości łatkę.
Kiedyś czekałam odprężona przed TV na wystygnięcie kawy, żeby dokończyć tiramisu. Kawa się studziła, lała się woda. Niestety na całą kuchnię. Zrobiłam małą powódź, bo nie wyciągnęłam korka.
Uratowały mnie dziurki w suszarce, ale i było co zbierać. I tak banalne rzeczy i sprawy potrafią ubarwić życie. Może to dobrze.
Odwrócą uwagę od myśli, zamartwiań i tym podobnych.

Obiecałam sobie ćwiczyć co rano. No i sobie ćwiczę, ale każdego dnia coraz leniwiej poruszam nogami mimo, że ćwiczenia są opanowane. Jestem śpiąca, bo wcześnie wstaję. Pewnie będą pierwszą ćwiczącą, która zamiast tryskać energią uśnie na kolorowej macie nawet o tym nie wiedząc :). Pozdrawiam i Ciebie i wszystkich dołkowiczów - K.

Kilka chwil z życia polskiej kobiety :)
Bridget niech się schowa.
Ściskam Cię Kasiu
M.

08/04/2007 => wiosennie i nie tylko...
Witaj Marzenko!
Ostatnio rzadko pisuję, ale jestem stałym gościem Twojej strony i na bieżąco czytam, co u Ciebie.
Do napisania skłonił mnie Twój wpis z 21.03. na temat odszkodowania za odmówienie prawa do aborcji. Oglądając wiadomości, pomyślałam o tym samym, o czym Ty napisałaś. Co dziecko będzie czuło, kiedy zrozumie, dlaczego znalazło się na świecie? A prędzej czy później do tego dojdzie.
Nie umiem sobie wyobrazić, jak matka to wytłumaczy córce.
Naprawdę w dziwnych czasach żyjemy. Czasami aż brak mi słów na komentowanie rzeczywistości. Ale i tak optymistycznie wierzę w to, że jednak w końcu coś musi drgnąć i zmienić się na lepsze. Mam nadzieję, że to nie jest zbyt duża naiwność z mojej strony. Mam to szczęście, że otaczają mnie mądrzy, wartościowi ludzie, a ja robię to, co lubię. I nawet kolejne pomysły ministra Giertycha nie są w stanie zmienić mojego stosunku do zawodu :) Tak jak i większości moich kolegów z pracy. Po prostu staramy się dobrze robić swoje i to chyba jest najważniejsze.
Trochę poskakałam po tematach, ale jakoś tak wyszło :) (jak powiedziałyby moje dzieciaki).
Marzenko, na wiosnę życzę Ci samych słonecznych dni i zdrówka. I oczywiście nie zapominam o przesyłaniu pozytywnej energii, R.
P.S. Bardzo mnie cieszy, że teraz jesteś popołudniami w radio :)

Renatko,
kiedy czytam listy od Ciebie zapomniane słowo - powołanie - wypełnia się treścią.
Jak dobrze, że to co dzieje się wokół nie odbiera Ci frajdy z wykonywania zawodu.
Nauczyciele, tacy jak Ty, może są w mniejszości, ale ważne, że w ogóle są.
Pozdrawiam wiosennie,
M.

08/04/2007 =>...
...
Kiedy jest mi źle i czuję, że chcę wreszcie "zasnąć" wchodzę na Pani stronkę... czytam te wszystkie listy osób do Pani piszących o różnych problemach... i tych lekkich i tych cięższych... widzę, ile mają w sobie siły, osoby mające problemy ze zdrowiem... i jest mi wstyd, że taka osoba jak ja... zdrowa... mająca jedynie jakieś tam drobne problemy, niema w sobie życia... gdzieś pomiędzy łzami, skoro już wzięłam się na odwagę by coś naskrobać... chciałam tylko poprosić by te właśnie osoby w jakimś tam stopniu chore miały nadal tyle wiary we wszystko co je otacza i zarażały tym innych, bo czasem wydaje mi się, że tylko w nich jest nadzieja na lepszy, bardziej uśmiechnięty świat, bo te zdrowe osoby (nie wszystkie oczywiście), jak ja, nie całkiem i nie do końca potrafią docenić to co mają... może trochę smutno to zabrzmiało ale chciałam tylko napisać, że podziwiam takie właśnie osoby a szczególnie Panią Pani Marzenko za słyszalny codziennie uśmiech i optymizm.

Pozdrawiam wszystkich...
zamyślona

Magdo,
już od dawna wiadomo, że nasze poczucie szczęścia niewiele ma wspólnego ze stanem posiadania.
Owszem, wygodniej być szczęśliwym będąc zdrowym, bogatym i pięknym.
Ale sama widzisz, że nikt nie ma na to licencji.
Popatrz na siebie z wysokości nieba i pomyśl co jest ważne, co nie.
Nabierz dystansu.
Dziękuję, że napisałaś.
M.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 3 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak