Lawendowe PDF Drukuj Email

12/06/2007 => Wspomnienie
Dzień Dobry Marzenko.
Przeczytałam wpis z 28 maja i tak ciepło zrobiło mi się wokół serca.
"Stare Dobre Małżeństwo"... :)
Pojechałabym na Ich koncert bardzo chętnie... Byłam chyba ze dwa lata temu i było cudownie.
Uwielbiam taką muzyczkę... Pamiętam jak cała sala nuciła razem z zespołem: "... jest już za późno, nie jest za późno...","... jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz, cudne manowce... itd. inne piosenki.
Dzisiaj dostałam od koleżanki, która od 25 lat mieszka w Niemczech, kilka zdjęć.
Koleżanka pochodziła z wielodzietnej rodziny, miała 5-cioro rodzeństwa. Było Im b. ciężko.
Zawsze marzyła aby wyjechać za granicę, marzyła o lepszym życiu.
Dzisiaj prawie wszyscy mieszkają poza Polską.
Jola przysłała mi zdjęcia... Patrzyłam i zgadywałam "kto jest kto". Nie rozpoznałam wszystkich.
Czas robi swoje. Zapewne i Oni mieliby problem z rozpoznaniem mnie na zdjęciach.
Wróciły jednak wspomnienia... Tak wiele mieliśmy wtedy marzeń i planów. Ile z nich się spełniło?
Bilans najgorszy nie jest, wszyscy żyjemy, pracujemy, mamy rodziny, jakoś sobie radzimy, jedni lepiej, inni gorzej.
Optymistyczne jest to, że rodziny porozrzucane po Europie (w Ich przypadku), po Polsce (w moim przypadku), mocno się trzymają, spotykają, jeżeli tylko jest okazja. A okazji jest wiele, jeśli tylko się chce takie znaleźć.
A Ona dzisiaj, chociaż stać Ją na wczasy w każdym miejscu Europy, przyjeżdża do Polski w każdej wolnej chwili. Zwiedza, wspomina, pokazuje swoje ukochane miejsca dzieciom, i jest szczęśliwa, że jeden z dwóch Synów pokochał Polskę całym sercem.
Dobrze, że świat tak się ostatnio skurczył, jak ja to mówię.
Trochę chaotyczny ten list, ale chaos spowodowany wspomnieniami panuje w mojej głowie...
Pozdrawiam Cię serdecznie Marzenko, pozdrawiam także b. serdecznie Aldi, mam nadzieję, że szybko Wraca do zdrowia.
Trzymam kciuki za Wasze zdrówka, przesyłam dobre myśli i pamiętam o modlitwie.
Nata.

Nata napisała o sile wspomnień, ale też o sile rodziny.
Na codzień nie zawsze tę siłę dostrzegamy.
No i nie wszyscy mamy liczne rodziny... czasem szkoda.
Pozdrawiam
M.

10/06/2007 => Kochani
"... sama nie wiedziałam, że tyle siły mam ...". Jestem od 2 czerwca w domu. Taka domowa jeszcze będę długo, długo... Z każdym dniem jestem silniejsza - rehabilitacja trwa. W każdym razie na tyle jestem silna, że mogę sama wyklikać ten mail. Zachwycam się dosłownie wszystkim. A teraz czuję zapach po deszczu, a że las niedaleczko to wyobraźcie sobie, co to za zapach.
Przesłałam Magdzie listy, które były skierowane do Niej. Bardzo się ucieszyła. Dziękuję Ja i dziękuję w Jej imieniu. Ona też już w domu.
Na szczęście dostała cykler i może się dializować w domu.
Co tu jeszcze napisać? Mam ogromną ochotę na polskie morze i jak mi siły pozwolą to muszę się tam znaleźć w czasie wakacji.
Jeszcze raz dziękuję za ciepłe słowa Marzenie i bywalcom tej strony.
To cudowne mieć takie wsparcie, łatwiej walczyć o życie. DZIĘKUJĘ.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie,
Aldi

Aldi czuje życie.
Ja czuję radość.
Dziękuję.
M.

6/06/2007 => SDM
Czytałam pani wpis na temat Starego Dobrego Małżeństwa. :) Gratuluję i Zazdroszczę koncertu :) ale może kiedyś również i mi uda się przyjechać do Warszawy czy to innego miasta na tak niesamowity koncert, bo niestety w Zamościu nie mamy takich imprez. Kiedy zmarł mój brat to muzyka bardzo pomogła mi przeżyć to wszystko, A SDM odkryłam w bardzo nietypowy sposób. Znałam ich kilka utworów, tych bardziej znanych, ale na tym kończyło się moje zainteresowanie SDM-em. Zaraz po śmierci mojego brata dotarła do nas, do domu Tomka torba i właśnie tam na jej dnie leżały sobie płyty. Między innymi SDM.
Tomek pokazał mi ich głębokie teksty, melodie które łączą się w jedną niesamowitą całość. SDM pomógł mi odkryć i zrozumieć własne emocje.
Oczyszczał
duszę gdy zbierało się w niej za dużo wspomnień i wyobrażeń, że to wszystko mogło skończyć się zupełnie inaczej. Mogę śmiało powiedzieć, że ten zespół pomógł przeżyć mi żałobę.
To między innymi dzięki nim jest jak jest. A chyba nie jest już najgorzej. :)
Życzę pani miłego dnia, radości z małych rzeczy i dużo słońca :)
Z pozdrowieniami z Zamościa
Dorota

Dorotko,
to co napisałaś jest niesamowite.
Nic nie dzieje się przez przypadek - tak sobie pomyślałam na koniec tej opowieści.
Ja też nie przez przypadek znalazłam się na tym koncercie, który przeniósł mnie w czasie.
Ściskam
M

6/06/2007 => Chwile
Czym cieplej na dworze tym człowiek bardziej leniwy, nic mu się nie chce. Napisałaś Marzenko, że trzeba łapać chwile, że tylko one się liczą. Pewnie masz racje. Wspomnienia, a tym samym to, co zapamiętaliśmy z naszego życia to, są to takie "złapane chwile". Ile ja razy w życiu chciałem złapać taka chwilkę, i zatrzymać ja na zawsze, aby trwała i trwała.
Niestety, uciekają, przelatują przez palce jak woda i zanim się spostrzeżemy jesteśmy o parę lat starsi, nie zdając sobie sprawy, że każdy gest, każde słowo z przeszłości ma odzwierciedlenie w teraźniejszości.
Napisałaś "Ostatnio chciałam czas wyprzedzić, nerwowo reagując na dziwne sygnały z ciała"; - w pierwszej chwili pomyślałem, że może jesteś w ciąży, a potem przeszył mnie lęk...
Lubię Cię, tak jak większość słuchaczy, jesteś wyjątkowa osobą, i trzymam kciuki, aby zawsze było wszystko z Twoim zdrowiem w porządeczku.
Pozdrawiam serdecznie
Wojtek

Wojtku,
wierzę w to, że życzliwość może uzdrawiać.
Mnie uzdrawia.
Dlatego Tobie też za nią dziękuję.
Co do pięknych chwil... nie trzeba ich na siłę zatrzymywać, gdy pozwalamy im płynąć, robimy miejsce na kolejne i kolejne.
Życzę Ci serialu z cudnych chwil.
M.

3/06/2007 => Witaj,

wczoraj byłem świadkiem jak niedaleko mego domu wycieli drzewo. Nie podobało mi się to - dlaczego właśnie teraz? Przecież jest okres lęgowy ptaków.

Dlaczego musza ginąc właśnie teraz kiedy jeszcze nie potrafią fruwać?
Postanowiłem interweniować - ale miejscowy lekarz - do którego należała posesja zbył mnie Grożąc władzą i kosztami. Drzewo musiało zginąć.

Dziś rano zauważyłem młode sikorki w swoim ogrodzie te, które gnieździły się w tym drzewie.

Pomyślałem o Tobie i zbudowałem im domek dla ptaszków zdając sobie jednocześnie sprawę ze tego nie przyjmą bo w przyrodzie tak juz jest - ptaki są nieufne.

Pozostały w pobliżu. Myślę ze tu pozostaną.

Na razie matka karmi je na krzaku.

Pozdrawiam
Ryszard

3/06/2007 => słowa
M. Skończyłam czytać "Hańbę". Na białej, wyrwanej z zeszytu w kratkę kartce zapisałam słowa:
"W rytuałach nie ma nic złego - wymyślono je po to, żeby ułatwić niezręczne etapy
przejściowe". Jestem na takim niezręcznym etapie. Bolesnym. Taki, który powinien nauczyć
mnie zauważania uśmiechu przypadkowego przechodnia, zamyślenia nad puchatą kitą wiewiórki,
która udomowiła drzewo na działce rodziców. Zachwytu nad małym kotkiem, który wygląda jak
nie z tej planety, a i tak jest piękny. Chwili zadumy nad starszą kobietą, którą
spotkałam w piątek na ulicy. Opartą o słup, płaczącą. Chciałam podejść, zapytać. Nie
zrobiłam tego. Mam swoje rytuały - czekoladowe ciastko, gdy jest mi smutno. Ulubiona
ławkę w parku. Ulubionego pana, który zawsze latem sprzedaje mi truskawki. Zawsze w
piątek, od czerwca (już na niego czekam)...
Mój tata walczy z nowotworem krtani. Jest na dobrej drodze. Raz tylko powiedział, że nie
chce mu się żyć. On, silny, zawsze wyprostowany, zdystansowany. On nie chciał żyć. W
piątek mama przeszła zabieg. Za dwa tygodnie wyniki biopsji. Nie umiem reagować inaczej
niż "to przejdzie", gdy mówi, że rana ją boli... Że mnie kocha. Gdy chce usłyszeć, że u
mnie dobrze, a ja nie potrafię tego powiedzieć. A ona mówi, że u niej wszystko w
porządku. Czasem przyjeżdża do mnie, siada na czerwonej kanapie i płacze. Przy tacie nie
może. Przy tacie musi być silna.
W obliczu tego rozstanie z kimś, kogo się kochało, z tą przysłowiową drugą połówką, którą
podobno był, to nic. Zaledwie iskierka. Promyk mały. Ale kiedy zgaśnie? Zgaśnij, proszę.
Do końca. Wtedy może zawołam tę wiewiórkę, a ona może da się nawet pogłaskać. Może wezmę
tego białego kociaka do domu. Bo nikt go nie chce. Może nauczę się zdawać sobie sprawę, z
jaką chorobą walczy mój tata. Mam nadzieje, że mama tej walki nie będzie toczyć. Że
wyniki będą dobre. Może będę znowu dobrym człowiekiem.
M.

Moniko,
jesteś dobrym człowiekiem.
A wokół przetaczają się burze.
Wiesz, że po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój?
Podobno, jeśli ze złych doświadczeń wyciągniemy naukę, to one już nie wracają.
Tego Ci życzę i mocno ściskam
M.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 3 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak