Wilgotne PDF Drukuj Email

24/10/2007 => Bieszczady
Witaj Zielonooki Głosiku!
Podzielam Twój zachwyt Bieszczadami, ale mnie zawsze zasmucają, chociaż doprawdy są piękne.
Zasmucają mnie właśnie te opuszczone miejsca. Dochodziłam do prześlicznie położonych miejsc, w których została tylko podmurówka obrośnięta dziś krzewami i chwastami, dookoła niej wygodna droga, kilka kroków dalej strumień, z podmurówki śliczny widok na okolice, a po głowie kołaczą się niewesołe myśli-tu kiedyś żyli ludzie, ktoś ich stąd wygnał, lub wręcz pozbawił ich życia, dom spalił, pozostałości domu zabrał. Dlaczego ludzie są dla siebie tacy okrutni? Dlaczego nie potrafią być tolerancyjni, dlaczego zawirowania historyczne muszą nieść za sobą tyle ludzkiego nieszczęścia? Wiem, brak na te pytania odpowiedzi, a psychika ludzi wciąż jakaś taka "niereformowalna" i to od wieków, więc może nie powinnam się czepiać? Wiesz, oprócz tych przepięknych widoków lubię zapach Bieszczad- to powietrze ma zupełnie inny zapach niż to "tatrzańskie"- tu więcej jest zapachu ziół, a powietrze nieco łagodniejsze. Ciągle mam przed oczami łąkę otaczającą dom, w którym mieszkałam - cała była porośnięta zimowitami.
Planuje odwiedzenie Bieszczad w następnym roku, jeżeli tylko pozwoli mi na to stan mojego zwichrowanego kolana.
A mój jamnior miał w Bieszczadach 2 pasje - wynajdowanie ropuch i
strumyków- nie szkodzi, że strumyki były płyciutkie i lodowate, a ropuchy zwiewały i nie mógł ich złapać- było super!
Gdy znów będziesz w Bieszczadach pozdrów je ode mnie.
Ściskam serdecznie, Ania

Aniu,
tak pięknie i Ty piszesz o Bieszczadach!
Miałyśmy identyczne myśli w tych samych nieistniejących wsiach.
Pytania o człowieka i o to co nim kieruje, gdy tak łatwo burzy życie drugiego.
Tam tęsknota wisi w powietrzu.
Życzę Ci tej podróży!
Ściskam.
M.

24/10/2007 => Bieszczady
No i popatrz jaka Polska jest mała i jak brak komunikacji między ludźmi zamyka im możliwość spotkania. Jeśli na parkingu pod Rawką stał ciemnozielony Ford Mondeo combi, to znaczy ze minęliśmy się gdzieś niedaleko siebie, a może powiedzieliśmy sobie górskie "dzień dobry" - choć chyba poznałbym Cię po głosie. Jak można jechać w Bieszczady i nie powiedzieć o tym w radio? (...) Ściskam.
Jurek

Jurku, pewnie nasze samochody stały jeden obok drugiego.
A my może faktycznie uśmiechnęliśmy się do siebie na szlaku.
Zauważyłeś, że w Bieszczadach ludzie uśmiechają się do siebie?
Niesamowite jest to, że chadzamy tymi samymi ścieżkami.
I wcale nie muszę tego ogłaszać w radiu.
Kieślowski potrafiłby zrobić z takich historii piękny film :)
Pozdrawiam M.

24/10/2007 => dzięki...
Witaj Marzenko!!
(...)
Słucham Twojego głosu, który po części leczy z samotności w tłumie dookoła, ale i daje to coś co ja nazywam motywacją. Często wracam też na Twoją stronę i chcę Ci bardzo podziękować za słowa, te osobiste po prostu dziękuję. Wiesz czasem mam tak że łapię się na tym, że moja fascynacja głosem, muzyką odbiera mi logikę, za chwile myślę przecież nie znasz tej osoby... przecież to inne życie, ale cóż mam taką słabość.
Zaczynam walczyć o siebie i uczyć się asertywności, to sentencja moich dni, a podwójną motywacją jest to co dzieje się w naszym kraju, w polityce, to budzi we mnie zgrozę, a o dziwo mój zawód to polityk społeczny na UW, na szczęście posiadłam też wiedzę innych kierunków, ale o tym może innym razem.
Wracając więc do polityki to cieszy mnie jedno, że mimo tej walki o władzę na górze, zwyczajni ludzie są tymi niezwyczajnymi. Dziś rano jechałam do pracy i zobaczyłam na środku ulicy (przejścia dla
pieszych) samochód, okazało się, że kobieta potrąciła chłopca do szkoły i wiesz, niesamowite było to ile osób od razu rzuciło się do pomocy, dzwonili na pogotowie itp. ale z drugiej strony smutne było to, że inne dzieci idące do szkoły telefonami robiły fotki jak ten chłopak leżał nieprzytomny na ulicy, totalna katastrofa i znieczulica. Ech...
No a u mnie... nad niebem ciągle chyba prezydent na Hel lata (mieszkam w Gdyni) i ja sama podniosłam się po kolejnym razie od życia i duża zasługa w tym Twojego głosu i obecności. Marzenko chcę byś wiedziała, że jestem i pamiętam, również w modlitwie i pomyśl, że po drugiej stronie, tu jest człowiek, który Tobie życzy nade wszystko zdrówka i tego co dobre. Dziękuję Ci serdecznie za Twoje słowa.
Pozdrawiam
Ania.

Aniu,
Twoja obecność, ta niewidzialna, cicha, nieznana jest niezwykle cenna.
Każda z nas idzie swoją ścieżką, nie znamy się, choć kiedy piszemy to słowa są szczere.
Masz racje, że ludzie są niezwyczajni.
Też tego doświadczam.
A co do zachowania dzieci fotografujących wypadek... cóż, to my dorośli stworzyliśmy cywilizację obrazkową.
To co robią dzieci nie jest znieczulicą, jest nieświadomością, niedojrzałością.
Ściskam i cieszę się, że masz czas troski o siebie.
M.

01/10/2007 => Jakie to uczucie być zakochanym...
Witam!
Od dłuższego czasu chodzi mi po głowie pytanie: jak to jest być zakochanym? Mam 21 lat i jeszcze w życiu nie zaznałem tej "przyjemności" bycia zakochanym... nigdy jeszcze nie kochałem i nie byłem kochany... możesz mi troszkę przybliżyć to uczucie? Kiedy wiadomo, że się kogoś kocha? Może jest ze mną coś nie tak... tzn.
uwielbiam kobiety, ale jestem typem faceta, który "kocha się" we wszystkich spotkanych kobietach. Nie trafiłem jeszcze na żadną kobietę, która pochłonęła by mnie całego bez reszty... może po prostu ja nie potrafię kochać.
P.S.
Marzenko, całą rodziną jesteśmy z Tobą! Masz w nas wsparcie, jak będzie Ci ciężko w pewnych chwilach to przypomnij sobie tę wiadomość i uśmiechnij się, a zobaczysz wszystko będzie dobrze :)
pozdrawiam:
J.K

Coś mi się wydaje, że troszkę mnie podpuszczasz.
Na pewno byłeś kochany.
I jesteś kochany, chociażby w rodzinie.
A zakochanie?
To tylko kilka miesięcy choroby :).
Ona mija, albo przeradza się w miłość.
A to już całkiem poważna historia.
Życzę Ci takiego zakochania.
I dziękuję za słowa wsparcia.
M.

01/10/2007 => Czasem tak bardzo przy ziemi
Droga Pani Marzeno.
Myślę, że ja jak nikt inny potrafi gmatwać. Wszystko, swoje myślenie, decyzje, chęci i pragnienia. I potem nic już nie jest oczywiste. A przecież staram się być szczęśliwa, wychodzę często, spotykam się z przyjaciółmi, śmieję się do rozpuku, patrzę na gwiazdy, i próbuję słuchać tego świata, zachwyć się nim. Czasami śpiewam, skaczę do nieba z radości, bo chcę oddychać pełną piersią, nie bać się niczego, żyć tak po prostu, jak wszyscy inni... i nie potrafię. Ja naprawdę nie umiem. I chyba też nie potrafię kochać.
Choć mocno wierzę w miłość i w Boga.
I nie wiem dlaczego właśnie Panią pozwalam sobie obciążać własnymi niepokojami, pewnie z powodu tego tekstu z 29. sierpnia. Bardzo ładny i bardzo prawdziwy. Tylko, czy Pani wie może jeszcze, jak pokochać samą siebie? Tak bardzo bym chciała to wiedzieć.
Ja też kocham podróże, lubię poranki, uwielbiam jeździć na rowerze, czytać książki i chodzić do kina. Jestem studentką inżynierką, a teraz jeszcze Erasmusem w pięknej Turcji, i podoba mi się bardzo, ale wciąż ten niepokój, i samotność moja wśród tylu wspaniałych i tak cudownie wolnych ludzi. Więc ja nie rozumiem, dlaczego ja czuję się inna, mniej wolna, i czy to się kiedykolwiek zmieni?
Rety Pani Marzeno, wiem że nie jest Pani psychologiem, że należy być cierpliwym i w ogóle, ale dziękuję że mogłam to napisać, już mi nieco lepiej.
Pozdrawiam Panią bardzo, lubię czytać Pani dziennik.
Nieco już nad ziemią
K.

Droga Kasiu.
Nie wierzę, że są ludzie, którzy nie potrafią kochać.
Wierzę natomiast, że można się bać bliskości, podświadomie od niej uciekać.
Bądź sobą.
Bądź wolna.
I wyrozumiała także.
Jeśli nie widzisz w sobie samej atrakcyjnej, mądrej dziewczyny to jak mają to zobaczyć inni?
I napisz jak tylko się okaże, że miłość przyjdzie i tak :)
Pozdrawiam
M.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 3 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak