2 stycznia 2007 PDF Drukuj Email

Zamieniłabyś nowy rok na stary? - zapytał w liście kolega, chyba troszkę prowokacyjnie uznając, że to co nieznane może niepokoić.
Przy okazji pewnie chciał się dowiedzieć czy pogodziłam się z wydarzeniami zeszłego roku i w jakiej kondycji zaczynam nowy.
Jasne, że Sylwester to tylko symbolika, że każdy poranek jest nowy, świeży i czysty.
Jednak to przejście w kolejny rok zmusza mnie do minimalnych choćby podsumowań.
Przepisuję kalendarz-ależ jestem archaiczna.
Przyglądam się numerom telefonów dawno nie używanym, długo się zastanawiam czy już usunąć numer Oli, czy jeszcze poczekać... choć wiem, że to irracjonalne.
Patrzę czym żyłam w 2006.
Widzę zdjęcia ze swego Sylwestra w studiu.
Uśmiecham się do łysej głowy. To naprawdę ja?
Widzę toskańskie cyprysy, prawie czuję smak włoskiego jedzenia, którym tak zachwycałam się na wakacjach.
Odzyskałam włosy, smak, radość życia, straciłam ostrość sądów i poczucie niczym nie ograniczonej perspektywy.
Może to rodzaj przekleństwa, a może daru.
Zamiast snuć plany, podejmuję decyzje.
Tak jak tę o sylwestrowym wyjeździe, który zaowocował odkryciem roku.
Oczarowało mnie 1000letnie frankońskie miasteczko.
Ale to już następna opowieść.

 
następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 7 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak