Moje córki krowy PDF Drukuj Email
Co za tytuł - pomyślałam kiedy zobaczyłam pierwsze reklamy filmu. I zaraz potem posypały się opinie, że film mądry, śmieszny, prawdziwy. Film o umieraniu może być śmieszny? - skrzywiłam się i zdecydowałam, że sprawdzę sama. No i stało się! Dołączyłam do grona piewców, że polskie kino nie jest wcale takie złe, jak zwykliśmy z rozpędu sądzić. W tej prawdziwej historii, której napisanie i nakręcenie stało się terapią dla reżyserki Kingi Dębskiej, jest wszystko co dzieje się z rodziną w obliczu wspólnej sprawy. Dwie siostry, skrajnie różne i ich kompletnie inne reakcje na choroby rodziców. Ten śmiech tu jest, choć zdecydowanie obok łez. Bo film tak po czesku wzrusza i sprawia, że robi się ciepło w sercu, ale tez rozśmiesza reakcjami na dramatyczne wydarzenia. Życie potrafi być zabawne, nawet, gdy jest tragiczne. I jeśli to zauważamy, mamy szansę przetrwać. Ojciec grany przez ulubionego aktora Smarzowskiego Mariana Dziędziela to autorytarny gość, który potrafi wkurzyć. Ale ma też tę miękkość w głosie, kiedy mówi- " wy moje córki krowy". I wtedy każdy zaczyna sobie przypominać, sytuacje, gdy dostał od rodziców miłość ubraną w oschłość, albo wymagania, czy krytykę. Bardzo dobry film, po którym chce się od razu dzwonić do rodziców.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 4 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak