AMY PDF Drukuj Email
Nie ma potrzebnej śmierci, ale po filmie „Amy” pomyślałam, że ta śmierć była wyjątkowo niepotrzebna. Głupia. Zawiniona. Ten film wciąga. Od pierwszej sceny do ostatniej. Nie ma momentu, by otrzeć łzę, albo sprawdzić godzinę na komórce. Zaskakujący dokument o kilku latach życia dziewczyny z Londynu, która ze zwyczajnej 14stolatki staje się gwiazdą wciągniętą w show biznes, narkotyki, alkohol i świat dużych pieniędzy. Film zmontowany wyłącznie z prywatnych filmików, z narracją ludzi z otoczenia Amy całkowicie zmienił moje myślenie o Amy Winehhouse. Amy jest urocza. Brzydko - piękna. Gdy się uśmiecha świeci jak milion perseidów. Do tego cudnie bezczelna, inteligentna, z fajnym zadziornym poczuciem humoru. Uwielbiam fragment, gdy tak prawdziwie zdenerwowana czeka na ogłoszenie wyników Grammy. Dziecko za kulisami. Ze zgryźliwymi uwagami na temat choćby tytułu płyty Justina Timberlake’a i emocjami wypisanymi na twarzy. W czasie projekcji włączyły mi się wszystkie instynkty macierzyńskie. Chciałam to dziecko przytulić. Chciałam wyciągnąć ją z wątpliwych ramion obłąkanego Blake’a, poplątanego chłopaka, późniejszego męża, który wkręcał ją coraz bardziej w nałóg, Nawrzeszczeć na managerów, cynicznego, chciwego ojca, bezwolną matkę. Całe to show biznesowe otoczenie, które już liczyło kasę jaką zarobi na tej dziewczynie. W tym filmie widziałam nie artystkę, tylko utalentowaną dziewczynę, która zamiast pisać pamiętnik pisze piosenki. A one zaczynają żyć swoim życiem. Nie mogę po tym filmie słuchać piosenek Amy, ot tak. Jako tła. Są dla mnie zbyt mocne. Intymne. Przynależne do bardzo konkretnych emocji. Smutnych i tragicznych. Nie dziwie się, że niektórych kawałków opisujących przeszłe zdarzenia nie chciała też śpiewać Amy. Miała wszystko co mają artyści. Tę niepowtarzalną nadwrażliwość i rodzaj destrukcyjnego szaleństwa. Ale była też czyimś dzieckiem, przyjaciółką, dziewczyną, żoną. Zagubioną, zostawioną za szybko sama sobie. Czy można ją było zatrzymać? Nie umiała żyć. Zupełnie tego nie potrafiła wchodząc w beznadziejne relacje z okropnym mężczyzną, narkotykami, alkoholem. Wydawało jej się, że bez tego się nie da. Że życie bez tych dodatków jest nudne. Całą historię pointuje jedno zdanie. Wypowiada je jej idol Tony Bennett - „Trzeba długo pożyć, żeby nauczyć się żyć.” Ona nie zdążyła. Nie dała sobie szansy, albo tej szansy nie dostała. I o tym jest ten film.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak