28 czerwca 2015 PDF Drukuj Email
Ludzie, czy roboty? Ta myśl mnie trapi ostatnio. Człowiek, czy dobrze zaprogramowana maszyna sprzedała mi kiedyś przez telefon zupełnie zbędne jak się okazało także mierniej jakości tablety, wmawiając, że robię super deal, bo dorzucają mi też mobilny internet. Czyli router do internetu, z którym nie policzę ile już razy byłam w serwisie. Nie będę nawet wspominać o ile skoczyły mi rachunki, co trwa i trwa, bo decyzję podejmuje się szybko, a rachunki przychodzą długo. Człowiek, to czy zła maszyna wkręciła mojemu tacie, też przez telefon, że internet przyspiesza i firma oferuje mu internet mobilny za jedyne 10 pln miesięcznie. Co mój tata- emeryt zrozumiał- nie masz chłopie wyjścia, musisz dopłacić, bo teraz tylko ten szybki internet mamy w ofercie. O niebiosa! Mój tata z komputera nie korzysta, internet ma stacjonarny, w domu ( mama śmiga na Ipadzie), ale tata? Tata wysyłając pierwszego i jedynego smsa ograniczył się do słowa Jerp… Więcej nie próbował. A teraz stał się posiadaczem routera do internetu mobilnego, nie wiedząc nawet co kupił. Kiedy tłumaczyłam mu, że nie musi z grzeczności nie odmawiać był zdziwiony. Bo kiedyś sprzedawca nie był jednocześnie oszustem. A teraz trzeba mieć oczy dookoła głowy. Zrobiło mi się trochę smutno. Faktycznie, kiedyś chyba tylko wyjątkowy sk…sprzedałby niewidomemu panoramiczny telewizor. Teraz mam wrażenie dostaje się za takie akty premie. Ile się musiałam nagadać i naoburzać, żeby ktoś w firmie zechciał wycofać ten „zakup”. I znów użyje sentymentalnego - kiedyś. Kiedyś ktoś podjąłby decyzję, przeprosił i koniec sprawy. Teraz najpierw reklamacja. Potem czas na rozpatrzenie reklamacji. Następnie czekanie, aż osoba odpowiedzialna oddzwoni. Nie oddzwania. Znów reklamacja. I scenariusz się powtarza. Do 3 razy. Aż trafia się więcej człowieka w maszynie i obiecuje załatwić sprawę. Jejku, ile rozmów, ile minut, ile energii niepotrzebnie wydanej. A nie chodziło o odłączenie Krymu od Ukrainy tylko o skreślenie routera do internetu mobilnego z umowy. Szczytem jednak korporacyjnej nowo - mowy popisał się ostatnio mój bank. Reklamowałam kilka spraw na raz. Żadna reklamacja nie została uznana. Pisma, zgodnie z nauczaniem zaczynały się od serdecznych podziękowań dla klienta, że napisał, że się podzielił swoimi odczuciami i problemami, a kończyły, że niestety nie możemy uznać reklamacji. Najzabawniej ta odmowa wypadała w ustach telefonicznych konsultantów. Taaak, ma pani prawo być zdenerwowana. rozumiemy pani złość. A kończyła - cieszę się, że mogłem pani pomóc. Ależ przecież w niczym pan mi nie pomógł ! Cieszę się, że mogłem załatwić pani sprawę w ciągu jednego telefonu. ( jakaś nowa formułka, może premiowana) Ależ żadnej sprawy pan nie załatwił! Grzecznie, z uśmiechem. Miłego dnia. Do usłyszenia. Bez sensu! W ten oto sposób wielokrotnie przekonałam się, że można mówić, ale nie rozmawiać. Można używać tego samego języka i zupełnie się nie rozumieć. Można zrezygnować z logiki, empatii, emocji. A najgorsze, że tego „bycia robotem” wymagają, zwalniając z „bycia człowiekiem”. I niektórzy się na to godzą.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 15 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak