2 czerwca 2015 PDF Drukuj Email
Coraz chętniej rezygnuję z kruszenia kopii o rzeczy błahe. Łapię się na tym, że coraz mniej rozumiem ludzi, którzy budzą się w wojowniczym nastroju i od rana machają szabelką. Coraz częściej sięgam po argumentację ostateczną, w stylu - szkoda życia, szkoda energii, cieszmy się chwilą, bo jest jedyna i pewna. Lato się zbliża. Pojedźmy na działkę, powąchajmy trawę. Nie toczmy bitew, bo nie po to istnieje człowiek. Nie kłóćmy się, nie spierajmy. Idźmy do przodu. Popychajmy do przodu świat. Jest we mnie peace & love. Tylko co zrobić, gdy moje myślenie nie jest myśleniem innych? Nie tych, których sobie do życia wybieram, ale tych, którzy pojawiają się na mojej drodze, nie z mojego wyboru? Co wtedy? Głosić miłość i dać się skubać, podszczypywać? Czy bronić sięgając po swoją szabelkę? Nie po drodze mi z filozofią, że w życiu musi być trudno, a o wszystko trzeba walczyć i wyrywać sobie wzajemnie zębami. Na wiele rzeczy wpływu nie mamy, nieszczęścia i trudne chwile spadają na nas bez naszego udziału, tym bardziej lepiej nie generować nowych. I bez naszej negatywnej energii dostajemy po głowie. Po co więc sobie i bliźniemu coś dokładać ? Mamy wpływ na nasze zachowanie. Sami wybieramy jak reagujemy. Ale nie mamy wpływu na zachowanie i reakcje innych. Odpowiadam za to co powiem, ale nie za to jak to ktoś zrozumie. Katolicy od dziecka uczą się - nie czyń drugiemu co tobie niemiłe. Dlaczego, kiedy stają się dorośli- czynią. I nie łączą tego faktu z tym, że dostają z powrotem to co uczynili? "Dla wszystkich starczy miejsca pod wielkim dachem nieba".
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 10 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak