10 maja 2015 PDF Drukuj Email
Kawa do łóżka, bo to weekend. Radio brzęczy w tle. Słońce wyjątkowo nie przedziera się przez rolety, nie dając tego ulubionego efektu rozproszonego światła przenoszącego mnie w wyobraźni do jakiegoś domku otoczonego tropikalną roślinnością z widokiem na morze. Ptaki zasiedlające okolice "Smródki" zachowują się zgodnie z naturą. Robią o tej porze roku dużo hałasu, zarażając mnie swoją energią. Uwielbiam. Móc to wszystko czuć, słyszeć i tego doświadczać. Mam porównanie, wiem jak jest, gdy tego nie ma. Wczoraj na spotkaniu z E. i D. gadaliśmy o tym naszym narodowym utyskiwaniu. Taksówkarz- eeee, klientów nie ma, ruchu nie ma, kiedyś było lepiej. Ale - właśnie kończy budować dom dla córki, mieszkanie dla syna już kupił. No bieda panie, bieda. Lekarze z prywatnych gabinetów ( D. też nim jest) - ciężko idzie. Pod gabinetami bmki, audi, przedstawiciele handlowi wychodzą z kolejnymi zamówieniami. Ale bieda panie, bieda. E. która mieszka w Gdańsku mówi, lato się zbliża, znów Trójmiasto stanie się tłoczne, a droga na Hel zacznie się korkować. To z tej biedy w Polsce. Itp. itd. Mamy dużo. Ale na wszelki wypadek nie cieszymy się tym co mamy, żeby inni z tej naszej radości nie zaczęli nam zazdrościć. Dlatego lepiej jest poutyskiwać. Bo wtedy inni zamiast zazdrości poczują solidarność. Że mają tak samo. Pani Ania, Ukrainka pracująca w Polsce mówi- Pani Marzena, a ja ile bym nie pracowała, to zawsze będzie za mało. Nie zarobię przecież wszystkich tych pieniędzy, które są do zarobienia…więc postanowiłam w jeden dzień nie pracować i przeznaczyć go na rehabilitację kręgosłupa. Szacun. Pani Ania już to wie. Nam wszystkim tego życzę. Mamy naprawdę dużo. A że nie wszystko? Po co nam wszystko!
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 4 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak