Za jakie grzechy, dobry Boże? PDF Drukuj Email
Zanim poszłam do kina kilka razy dzwoniła do mnie koleżanka mówiąc-koniecznie zobacz ten film. Z doświadczenia wiem, że kiedy dzwoni i namawia to ma racje. W natłoku premier ona wie, która jest warta mojego wieczornego czasu, zwykle zajętego już przygotowaniami do pracy. Pokaz przedpremierowy, film jest francuski i nazywa się "Za jakie grzechy, dobry Boże". Pełna sala. Ludzie w każdym wieku. Pierwsza scena i od razu pierwsza salwa śmiechu. Przy kolejnych scenach kolejne salwy. Dziewczyna obok śmieje się tak nisko i gardłowo, że wyróżnia się na tle reszty dyskretniejszych wybuchów radości. Efekt śnieżnej kuli. Sala się śmieje, bo zabawna scena, super dialog, bo w końcu ten dziwaczny, śmieszny śmiech. Jejku. Zapominam o bożym świecie. Wkręcam się w historie statecznego francuskiego małżeństwa, którego córki ekumenicznie wychodzą za mąż za "obcych". Zabawa stereotypami, poglądami z którymi widzowie się identyfikują, obraz Europy multi- kulti ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kocham ten dystans. I o dziwo tym razem zaprezentowali go Francuzi. Dystans do wszystkich swoich wad i problemów. Jak ja bym chciała, żeby Polacy tak właśnie potrafili rozbrajać własne problemy. Francuzi tłumnie ruszyli do kina. I Wy pójdzie zobaczyć, bo to film o naszych czasach. A przy okazji naprawdę świetna rozrywka. należy się każdemu!
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 1 gość
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak