Dwa dni w Nowym Jorku PDF Drukuj Email

Kto oglądał film "Dwa dni w Paryżu" pójdzie w ciemno.
Tak jak ja.
Film Julie Delpy zapamiętałam jako błyskotliwą wymianę złośliwości między mężczyzną i kobietą.
To lubię. Dużo dowcipnych, szybkich dialogów. Ani chwili dłużyzn.
Tak było.
Tym razem nie jest tak doskonale.
Ale jeśli akurat potrzebujemy śmiechu, z Francuzów, Nowojorczyków, samych siebie to warto wpaść do kina na te 1,5 godziny.
Pani reżyser i aktorka w jednym tradycyjnie już pokazuje życie singli.
Nawet jeśli mają dzieci- z poprzednich związków, to wciąż nie za bardzo wychodzi im życie w teamie.
Przeszkadzają nie tylko stare nawyki i różnice, ale też rodzina, która wpada w odwiedziny.
To co podobało mi się najbardziej to pokazanie Francuzów bez tej stereotypowej otoczki.
Oni nie celebrują jedzenia- tylko się obżerają.
Nie pachną, bo spod pudru wychodzi cały brud.
Nie są finezyjni - tylko poplątani.
Dowcip bywa momentami zbyt siermiężny, ale i tak zapewniam uśmiechniecie się nie raz.
No i na koniec motyw melancholijny.
Julie Delpy jako potrzebująca pieniędzy artystka sprzedaje na aukcji swoją duszę.
Kiedy ktoś już ją kupił czuje, że jednak jej potrzebuje i o nią walczy.
Well, jak się okazuje, nawet to co niewidoczne dla oczu, w co wielu nie wierzy ma jednak wielkie znaczenie.
Ale o tym można się przekonać, dopiero, gdy się to COŚ traci. Często na własne życzenie.
Wniosek - nie warto rezygnować z duszy. Bo co, jeśli życie bez niej jest jednak gorsze?

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 5 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak