Nietykalni PDF Drukuj Email

Coś mi się wydaje, że mamy nową Amelię.
Czyli film, po którego obejrzeniu unosimy się w chmurach. ( Znowu Francuzi!) Dłużej, lub krócej, w zależności od własnego momentu życiowego, w którym go widzimy.
Historia prawdziwa. Sparaliżowany po wypadku na paralotni milioner zatrudnia do pomocy czarnego chłopaka z przedmieścia.
I tak oto spotykają się dwa światy. Ciekawe siebie i otwarte na inność.
Ani zmęczony walką z chorobą arytokrata, ani zdemoralizowany chłopak z biednego Paryża nie mają nic do stracenia. Obaj mogą tylko zyskać. Tym bardziej, że żaden z nich nie ma specjalnych oczekiwań. Wyglądają raczej na pogodzonych ze scenariuszem, które napisało im życie. Tymczasem z takiego spotkania rodzi się przyjaźń. Naprawiająca każdego z nich.
To film tak ciepły jak ciepłe bywa życie, to film tak banalny, jak banalne bywają tragedie, które nas dotykają.
Aż wreszcie to film, podczas którego odbieramy najważniejszą lekcję. Życiem cieszyć się można bez względu na okoliczności. W każdej sytuacji.
To akurat mocno do mnie teraz przemawia.
W którymś momencie, gdy panowie wspólnie mają się przelecieć na paralotniach pada zdanie- "może ty jesteś przyzwyczajony do tragedii, ale ja nie".
Poczułam, że to o mnie. Coś za dużo tych tragedii, czas to zmienić.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 1 gość
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak