Melancholia Larsa von Triera PDF Drukuj Email

Widziałam ten film ponad tydzień temu. I zwlekałam z napisaniem tych kilku słów. Chciałam, żeby się uleżał. Żeby te emocje, które się we mnie pojawiły nieco odparowały. I tu zaskoczenie. Z każdym mijającym dniem ten film podobał mi się bardziej. Docierało do mnie coraz więcej i więcej treści, a najważniejsze, że emocji nie tylko nie ubyło, ale też przybyło. I teraz mogę napisać, że nie sposób o "Melancholii" zapomnieć.
Idąc na ten film wiadomo jak się skończy. Zresztą ta wyjątkowo malownicza wizja świata pojawia się zaraz na początku filmu.
Jest piękna, groźna i irytująca. Wszystko w jednym.
Reżyser przyznał, że w pewnym momencie film wymknął mu się spod kontroli i zaczął żyć swoim życiem. I choć brzmi to jak oksymoron, ten koniec świata jest tu niezwykle romantyczny.
Ale to nie sielanka. Dwie bohaterki, albo dwie twarze tej samej osoby. Dla jednej koniec świata jest utratą wszystkiego, dla drugiej wyzwoleniem. Nie ma co pisać o treści. Z tego filmu, z tej historii każdy bierze ile zechce usłyszeć. Do mnie więcej dotarło, gdy wyszłam z kina, niż wtedy, gdy w nim siedziałam. A to chyba świadczy o mocy obrazu. Ktoś kto choć raz zaznał uczucia, że życie go przerasta znajdzie tu wiele swoich myśli. Tak samo jak ktoś komu się wydaje, że jego mała stabilizacja jest na zawsze.
Nie chcę zachęcać- chcę napisać, że podobnie jak kiedyś z "Przełamując fale", tak samo z "Melancholią" ten reżyser wrócił do mojego świata. Z całą mocą artysty, którego nie trzeba rozumieć, wystarczy czuć.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 1 gość
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak