11 stycznia 2011 PDF Drukuj Email

Czy Krzysztof Kolberger umarł naprawdę? Są takie postacie, które przynależą do czasu teraźniejszego. Lubiłam wiedzieć co u niego, co z nim. Skoro on dawał radę- ja miałabym nie dać? Ile razy tak właśnie myślałam. Był bohaterem codzienności. To, że odszedł jest smutnym i mocnym dowodem na bezwzgledność przemijania. Można walczyć i wydłużać swój czas tak długo jak się da, albo jak Góra pozwoli, ale finał dla wszystkich nas jest ten sam.
Każda śmierć przypomina mi o życiu.
Krzysztofa Kolbergera życie cieszyło.
Pomimo.
Wróciłam z Zakopanego. To nic, że to jedno z brzydszych górskich miast jakie widziałam.
Uwielbiam tam być. Z powodu gór i przyjaciół, którzy zwyczajnie są.
To tam mam czas. Tym razem trafiłam w "Forum" na tekst o pośpiechu. Pośpiech teraz łączy się z przemianą w infoholików. Musimy wiedzieć. I tak zamiast rozmawiać o tym czego doświadczyliśmy lub co przeżywamy, próbujemy oceniać obraz całości i to co od nas nie zależy. A potem wyrażamy swoje opinie powierzchownie i płytko.
Faktycznie!
Dywagujemy o kondycji świata, ale nie o swojej własnej. Łatwiej nam ratować kogoś anonimowego, niż realnego człowieka  z sąsiedztwa. Żyjemy z rozmachem, czujemy się obywatelami świata, którego jednak nie ogarniamy. Prześlizgujemy się po tematach, wiemy o wszystkim, ale...trochę.
Lubię wiedzieć. Ale coraz cześciej łapię się na tym, że nadmiar informacji wcale nie czyni mnie mądrzejszą.

 
następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 4 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak