oswojone PDF Drukuj Email

7/03/2010 wzruszenie

Witam Pani Marzeno.
Jest to bardzo spontaniczny mail.
Przypadkiem oglądnęłam program z Pani udziałem- "Ten jeden dzień" i jestem bardzo poruszona.
Słucham Zetki już długo, ale jakoś umknęła mi informacja o Pani byłej chorobie. Pani mi się kojarzy swoim głosem z bardzo pogodną osobą, uwielbiam słuchać Pani audycji.
Wstrząsnęła mną wiadomość o Pani chorobie i musiałam napisać. Jest Pani wspaniałą kobietą i mam nadzieję, że chore osoby po zobaczeniu tego programu będą miały wzór do naśladowania:)
Płakałam ze wzruszenia razem z Dorotą Wellman. Trzymam kciuki i życzę zawsze tyle miłości i życzliwości przez całe życie.
Pozdrawiam i ściskam ciepło
Aga ze Szczecina:)
PS Też jestem zakochana w Toskanii.

Ago, możemy, po imieniu, prawda?
Ten wywiad, rozmowa z Dorotą, miał być ostatnim o chorobie i zdrowieniu.
Pojawił się teraz chyba na internetowym portalu.
I dzięki temu na nowo dostaję słowa wsparcia, sympatii, mocy.
Jestem za nie wdzięczna, bo wtedy, 4 lata temu miałam wrażenie, że dzięki nim przeżyłam.
Z raka nie można się wyleczyć jak z innych chorób raz na zawsze.
On pewnie nad nami wisi.
Ale doświadczenie kruchości życia można zamienić w siłę.
Oby każdemu się udawało.
Ściskam
M.

7/03/2010 zaskoczenie

Witam Pani Marzeno, od zawsze jestem Pani wierną słuchaczką, zresztą jak całego Radia ZET. Korzystając z ostatnich godzin ferii, buszując po internecie natknęłam się na wywiad z Panią, przeczytałam i postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej i ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, natknęłam się na informację, że skończyła Pani to samo liceum, do którego ja uczęszczam. Wiedziałam o innych absolwentach Słowackiego, ale o Pani dowiedziałam się dopiero dziś, jestem bardzo mile zaskoczona, że stąpałyśmy po tych samych skrzypiących schodach;) Pozdrawiam, Martyna

Martyno
nawet nie wiesz, jaka to satysfakcja wiedzieć, że słucha mnie ktoś z mojej szkoły.
Okres liceum, tego naszego 1 LO wspominam jako najbardziej twórczy.
To był czas, kiedy naprawdę można było entuzjazmem góry przenosić.
Mimo szarości za oknami żyło mi się kolorowo.
PS Możliwe, że uczą Cię nawet Ci sami profesorowie:)
Pozdrawiam!
M.

7/03/2010 pytanie

Witam Pani Marzeno,
chciałam zapytać o Pani zdrowie. Może jestem nieuważną słuchawką radiową, ale dawno Pani nie słyszałam, a bardzo lubię Pani audycje.
Życzę zdrowia dużo i jeszcze więcej.
pozdrawiam
Luiza

Luizo, takie życzenia zawsze są w cenie!
Dziękuję. W Radiu jestem w każdą sobotę między 10tą a 14stą.
Przekonuję siebie i słuchaczy, że Życie może być jak Marzenie:)
Pozdrawiam
M.

23/03/2010 pustka

Witaj Marzenko... Ech...Tak bardzo brak Twego głosu na antenie...a gdy już jesteś...ja nie mogę Cię słyszeć...ale moja pamięć jeszcze mnie nie zawodzi więc czerpię siłę z dawnych lat... gdy byłaś zawsze... "Akumulatorki" niestety nie żyją wiecznie... Najtrudniejszy powrót , na szczęście masz już za sobą:)...ten o którym marzę...jest dużo łatwiejszy...więc mocno wierzę , że powrócisz i tu...Z niesłabnącą nadzieją i gorącymi pozdrowieniami...
Sławek z Wrocławia.

 

Sławku, ostatnio często spotykam się z takim miłym "rozpoznaniem" głosu.
Widać codzienne sączenie się z radiowych głośników zapadło w pamięć. Cieszy mnie to głównie dlatego, że byłam w domach, samochodach, w pracy, w tak wielu różnych "życiach".
Na razie cieszę się sobotą w eterze. A co będzie kiedyś?
Who knows?:)
Ściskam
M.

23/03/20010 equilibrium

Witam serdecznie Pani Marzeno,
W leniwe niedzielne popołudnie odwiedziłam Pani stronę i postanowiłam! Podzielę się swoimi refleksjami, które nagromadziły się w mojej głowie przez ostatni rok. Jestem studentką. Dla jednych - otwarta, dla innych - skryta, czasem ekscentryczna. Bo ja chyba tak mam, dwie natury, ścierające się światy, z jednej strony- szaleństwo, z drugiej zaś przenikający spokój. Rok temu rozstałam się z mężczyzną. I odezwała się moja szalona natura. Uznałam, że nie jestem już potrzebna. Potrafiłam siedzieć całymi godzinami w domu i walczyć...
z samą sobą. O przetrwanie, o chociaż jeden uśmiech na twarzy. Jednak miałam cel. Wewnętrzny głos podpowiadał, że mam jeszcze misję do spełnienia. Ostatecznie z marazmu wyrwała mnie moja Promotorka, która nakreśliła mi ten cel, wskazała drogę i uświadomiła, że za parę lat będę się jeszcze śmiała z tego doświadczenia. Nie trzeba było długo czekać. Minął rok. A ja już jestem mądrzejsza o trzy życiowe lekcje (I nawet się uśmiecham). Po pierwsze: koniec świata może i kiedyś nastąpi, ale na pewno nie na moje własne życzenie. Po drugie: Ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie. Będąc w związku straciłam z oczu innych ludzi! A przecież inni ludzie też inspirują. Przez parę miesięcy moja praca wymagała kontaktu z klientami. Każdy człowiek to piękna historia, to historia wzruszająca, ekscytująca, mobilizująca. W gronie moich klientów byli: wróżka, profesor wyższej uczelni, ksiądz, dziennikarka, dyrektor działu personalnego.Fascynująca różnorodność. Wszyscy inni, ale dla mnie na swój sposób wyjątkowi. Dali mi siłę. Pani też ma w tym duży udział!:) A! I zapomniałabym o trzeciej lekcji: Zazwyczaj ludzie zatracają się w pracy, zaniedbując tym samym drugą połowę. Ja akurat w życiu miałam odwrotną sytuację, gdzie szala przechyliła się na stronę zatracić się w związku. Dlatego zalecam: nie uzależniajmy się od drugiej strony, bo zatracimy siebie. Moje motto to jedno słowo: Equilibrium. Życzę każdemu takiego życiowego equilibrium
Pozdrawiam ciepło,
Tamara ( 0-34 Recepcjoniska)

 

Tamaro.
Co tu dodać. Zamieszczam ten list, żeby służył innym.
Możliwe, że ktoś właśnie teraz potrzebuje spojrzeć na siebie z dystansu.
Ty już ten dystans masz.
To truizm, ale właśnie złe doświadczenia czynią nas mądrzejszymi!
Powodzenia!
M.

23/03/2010 Aldi znów w potrzebie

Witaj Marzenko,
Pierwszy dzień wiosny, tak wyczekiwany, a jednak mnie nie cieszy...Przed południem dowiedziałam się, że wczoraj wieczorem Aldona trafiła do szpitala - drugi już udar. Na razie nie wiadomo, jakie skutki pozostawi, ale na pewno potrzeba Jej znów naszego wsparcia.I zaraz pomyślałam sobie o Tobie... Powiedz ile razy można człowieka tak delikatnego jak Aldona doświadczać...Wiem, że takich osób jak ona jest wiele... A jednak ...dlaczego??? Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku.W miarę możliwości słucham Twojego programu w sobotę i w zasadzie nie ma dnia bym o Tobie nie pomyślała. Jak będę wiedzieć coś więcej to dam znać. Dziękuję za wszystko, pozdrawiam i wszystkiego dobrego ... Renata

Zamieszczam list Renaty, żeby każdy kto go przeczytał posłał w stronę Aldi dobrą, zdrową myśl.
Wierzę, że i tym razem moc tej dzielnej dziewczyny zwycięży!
M.

23/03/2010 jeździec miedziany

Pani Marzeno,
Przeczytałam niedawno niesamowitą książkę "Jeździec miedziany" Paulliny Simons i jej kontynuację "Tatiana i Aleksander" oraz "Ogród Letni". To książki o sile przetrwania, sile miłości. Pokazują, że rzeczy niemożliwe są możliwe. One zmieniły całe moje spojrzenie na świat. Pani też ma taką siłę w sobie i Pani kocha ludzi tak jak Tatiana. Pozdrawiam. Ewa.

 

Ewo, dziękuję za polecenie.
Uwielbiam książki, po których chce się żyć jeszcze mocniej!
Pozdrawiam
M.

02/04/2010 Aldi

Witaj Marzenko,
Spieszę donieść , że Aldi ma już komórkę przy sobie i jakoś sobie z nią radzi... Mówi trochę lepiej, ale słychać jednak że wciąż z trudem. Mam nadzieję, że to minie...Ona sama też... Po wyjściu ze szpitala czeka ją 21-dniowa rehabilitacja. I konsultacja kardiologiczna w celu ustalenia zestawu ćwiczeń dla niej i jej serca...bo wiadomo jak jest.Tak więc znów długa droga przed Aldi...po raz kolejny.
I tyle w wielkim skrócie.
Pozdrawiam i dobrego dnia...dni... Renata

 

Zamieszczam list Renaty, bo wielu pyta o Aldi.
Wiem, też od samej Aldi, że ma cel, w maju znaleźć się nad morzem.
Połyka, widzi, odzyskała mowę.
Czy będzie taka jak kiedyś- nie wie. Napisała mi w smsie.
Aldi- będziesz inna. Silniejsza i jeszcze bardziej kochająca życie.
Trzymam kciuki, pamiętaj, że nie ja jedna!
M.

02/04/2010 poszukiwania

Droga Marzenko,
Całkiem przypadkiem (choć bardziej wierzę w przypadki zaplanowane..) natknęłam się na Twoją prywatną stronę i dziennik. Czytam wpis ...o szukaniu siebie, ścieżki, życiu. Jestem na życiowym rozdrożu i choć w życiu przeszłam wiele poważnych trudności, nie wiem co robić teraz ze sobą, z życiem. Odeszłam z pracy po 12 latach..nie były to dobre lata, nie była to wyjątkowa praca, nie było to, co kocham, co mnie inspiruje. Nie udał mi się tzw kolejny transfer- z kolejnego miejsca pracy odeszłam ocierając się o coś w rodzaju depresji.Jestem w domu ( na szczęście męża pensja jeszcze wystarcza na naszą 3- osobową rodzinę) i tak dziwnie się czuję. Nie wiem jak żyć, co zrobić, by kolejny raz nie wpaść z deszczu pod rynnę..Zaczęłam pisać historię swojej rodziny, siedzę w starych fotografiach i szukam korzeni...ale czy siedzenie w przeszłości nie zamyka mnie na przyszłość? Chcę w końcu być sobą, robić co potrafię i kocham.Wszędzie bariery i taka wewnętrzna niemoc. Z jednej strony ogromny optymizm i radość dnia codziennego, z drugiej poczucie marnowania czasu i życia.. Wiesz, czuję się jak maturzystka, która siedząc w pewien kwietniowy wieczór, na opuszczonym poligonie, w towarzystwie kochanego psa, zastanawiała się nad studiami i swoją dalszą drogą.A dziś ta maturzystka, po studiach, żona i matka 8-letniej Tamarki, mająca 33 lata czuje to samo, tam na tym opuszczonym poligonie...
ps. zapomniałabym- moja córeczka śle pozdrowienia, odkąd pamiętam, jesteś jej ulubionym głosem.
Małgosia

Małgosiu, witaj w tym miejscu:)
Czytałam Twój list i pomyślałam, że inspirujesz mnie do porozmawiania na antenie o zmianach.
Jak dasz radę posłuchaj w sobotę Radia Zet po 10tej, albo potem znajdź dźwięki z programu na www.radiozet.pl w zakładce Życie jak marzenie.
Może usłyszysz coś dla siebie?
Niesamowite jest to co teraz robisz, spisywanie rodzinnych historii.
Czy wiesz, że Małgorzata Kalicińska właśnie takie historie wydała w formie książki?
I jeszcze jedno- kto powiedział, że ten czas na poligonie nie ma sensu??
Daj sobie chwilę.
M.

06/04/2010 życzenia świąteczne

Z okazji świąt Wielkiej Nocy życzę spokoju, samych radości, a także wielu chwil, które pozwolą nam zrozumieć, że życie jest czymś więcej niż gonieniem za Króliczkiem vel Zającem Wielkanocnym.
Wiosennego słońca i odpoczynku w rodzinnym gronie!
Życzę, by najbliższe dni obaliły mit, że 99% Polaków jest w zasięgu sieci komórkowych.
Niech każdy z nas znajdzie się w tym 1%. ;-)
Wesołych Świąt!
Krzysztof

Dziękuję za wszystkie wielkanocne życzenia.
Te od Krzysztofa sprawdziły się w 100%.
Znalazłam się w miejscu, gdzie telefon komórkowy miał wolne.
Może nie napisałam wielu smsów, może też nie usłyszałam wielu życzeń.
Ale wierzę, że Ci, którzy dobrze życzą- zrozumieli.
M.

06/04/2010 życzenia z Gd.

"...Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro? Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw. "
/Phil Bosmans/
Dołączając się do ww słów życzę, aby świąteczne dni były dla Ciebie Marzenko i Twoich bliskich tymi, w których dostrzeżecie cud wszelkiego istnienia i wyjdziecie naprzeciw swym marzeniom.
Kasia z Gd z rodziną

 

Kasiu, właśnie tak żyję.
Tu i teraz.
Doceniając cuda codzienności, dzień po dniu, a nie tylko od święta.
Dziekuję za liścik.
M.

06/04/2010 do marzenie

(...) A co do Twojego wpisu w pamiętniku, ja kiedyś słyszałem taką kwestię, że trzeba być choć trochę egoistą i dbać o siebie. Bo nie sposób uszczęśliwić innych, samemu nie będąc szczęśliwym.
Też lubię proste:)
Ściskam przeserdecznie, pa pa, tomik

 

Tomiku, trzymam Cię za to pisane słowo.
Dbasz o swoje szczęście, ok?
Ściskam!
M.

06/04/2010 myśl serdeczna

Witam Panią, Pani Marzenko!
Od wielu lat jest Pani dla mnie wyjątkową Osobą. Zachwyca mnie Pani ciepły głos w radiu i to, w jaki sposób Pani z niego korzysta. Tembr dostała Pani - że tak powiem - na wyposażenie "w pakiecie", ale to, c o P a n i m ó w i świadczy o tym, jak urzekająco pięknym i mądrym jest Pani człowiekiem. Do dziś pamiętam Pani obecność na antenie radia 5 lat temu, kiedy odszedł nasz Papież. Sposób, w jaki prowadziła Pani swoje audycje to dla mnie "mistrzostwo świata". Tak na marginesie - uważam, że Jego Świątobliwość wszystko słyszał i maczał palce w Pani wyzdrowieniu, za co jestem Mu ogromnie wdzięczna:).
Od dawna chciałam Pani przekazać swoją myśl serdeczną; sympatię ogromną, zachwyt, wdzięczność za to, czym się Pani dzieli, ale jakoś nie miałam do tej pory odwagi. Dziś mam odwagę i czas. Jest Wielki Piątek. Dziękuję, że Pani jest, i że jest właśnie taka, jak jest. Lubię ludzi, którzy żyją z pasją i z pasją wypełniają swoje życiowe role. Dla mnie jest Pani Człowiekiem-Perełką. Zbieram takie:).
Życzę zdrowia, miłości, samego dobra wokół i pięknych Świąt Wielkanocnych!
Maria

Pani Mario,
dobrze, że nie może Pani zobaczyć jak moja twarz zmieniła kolor.
Tyle komplementów!!
Czy na nie zasługuję?
Lubię ludzi, lubię słuchać, może dlatego tamte programy sprzed 5 lat zapadły w pamięć, bo wówczas to słuchacze wspaniale opowiadali, dzielili się wspomnieniami...ja tylko słuchałam i pozwalałam mówić.
Papież odszedł zmieniając naszą rzeczywistość, mój świat też się zmienił, bo chwilę potem dowiedziałam się o raku.
Dziękuję za to, że znalazła Pani chwilę, by napisać.
Proszę mieć częściej i czas i odwagę. Serdeczności!
M.

07/04/2010 życie

Marzeno, powiedz mi jak to jest, że w całej tej urodzie życia czasem dostajemy porządnego kopniaka. Bo ktoś kogo się kochało, na kim nam zależało odwrócił się na pięcie i odszedł...A myślałam, że jak się ma 32 lata to już tak nie będzie boleć, to sobie z tym jakoś lepiej poradzę, bo już wcześniej musiałam sobie radzić. Ale nie, znów nie chce mi się jeść, nie chce mi się wstać z łóżka, nie chcę patrzeć przez okno, nie widzę uroku tego świata, nie dostrzegam piękna...czy ono istnieje..... dlaczego znów nic nie ma sensu...
I wiem, że czas wszystko załagodzi, załatwi, tylko nie wiem ile go musi uplynąć.....
A tu gdzie teraz jestem, jestem sama bez rodziny, starych przyjaciół i jedno co mam to dużo czasu na myślenie...
Pozdrawiam gorąco i chce Ci powiedzieć, że Twoja strona jest takim promykiem w moim życiu, nie tylko teraz, ale jak gościłam uśmiech na mojej twarzy to też tak było...
Pozdrawiam
celestyna

Celestyno, od chwili, gdy wysłałaś tego maila minął już jakiś czas. Czy Cię uleczył?
Myślę sobie, że rozczarowania bolą, ale też uczą. Z drugiej strony, ktoś kto odszedł nie był Ciebie wart.
Po co byłby Ci związek z kimś na kim nie można polegać.
Wyczaruj słońce dla siebie- bo pamiętaj, Ty decydujesz o tym jak chcesz się czuć!
Trzymam kciuki.
M.


 



 


 

 


 

 




 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Odwiedza nas 13 gości
Razem:
2003-2010 © Marzena Chełminiak