The Australian Pink Floyd Show PDF Drukuj Email

Był rok 1994. Razem z kumplami z radia, między innymi Wojtkiem Jagielskim i Jurkiem Jabraszko jedziemy do Pragi.
Mamy bilety na koncert. Nie jestem wówczas wielkim fanem zespołu, którego mam oglądać na stadionie Strachow.
Pink Floyd wydają mi się zbyt pompatyczni, jak na moje ówczesne rockowe, surowe upodobanie.
Cieszę się jednak i jestem mocno podekscytowana, bo koncerty, zwłaszcza te duże, z jeszcze większymi legendami na scenie to wciąz wydarzenia. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. Byłam wygłodniała.
Maszerujemy więc razem z falą ludzi na stadion. Idzie nas tak wielu, że ochroniarze nie nadążają ze sprawdzaniem biletów. Nikt od nas nie żąda pokazania zaproszeń. Wchodzimy na murawę, trochę zdziwieni. Atmosfera jaką pamiętam z festiwalu w Jarocinie.
Powietrze wibruje. Czujemy wszyscy, że jesteśmy szczęściarzami.
Zespół zaczyna grać. I od tego momentu opada mi szczęka. To AŻ tak, myślę sobie i odpadam.
Pink Floyd, zespół, którego nigdy namiętanie nie słuchałam zaczyna swoje misterium.
I już wiem, że czegoś takiego nie widziałam jeszcze w swoim życiu.
Nie było Watersa, był Gilmour. Wspaniały chórek, nadmuchana świna ze świdrującymi, czerwonymi oczkami, cudownie zaśpiewana wokaliza w "Great gig in the sky". Stałam w ulewnym deszczu i już wtedy byłam pewna,że to koncert mojego życia.
Jest rok 2010. Zespół pasjonatów z Australii odtwarza pink floydowe show z wielką dokładnością.Są już znani na świecie, gdy po raz kolejny trafiają do Polski. Postanawiam iść, żeby troszkę przenieść się w czasie. Może poczuć namiastkę tego, co czułam wtedy w Pradze, jedna ze 130 tysięcy widzów tego wielkiego koncertu.
Widzę, że nie ja jedna mam ochotę pobyć w przeszłości. Na Torwarze jestem jedną z najmłodszych:)
Najpierw trochę nieufnie patrzę na to co robią Australijczycy. Mięknę stopniowo, a gdy Polka Ola Bieńkowska śpiewa "Great gig" wiem, że ten tribute jest świetny.
Żal tylko tych nieobejrzanych koncertów. Nieobejrzanych w nieosiągalnych czasach.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 2 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak