Dzieniik.
Kiedyś były to zeszyty. Teraz o wyblakłych okładkach, ze zmieniającym się charakterem pisma. Najpierw dziecka, potem nastolatki, kobiety. Aż pojawił się Internet. I zeszyty zamieniłam na pliki. Oto moje literki, charakteru pisma nie rozpoznacie, ale mój charakter tu jest.

2004 - W moim życiu jest A. Na necie zna się znacznie lepiej niż ja. Na moje lutowe urodziny daje mi oryginalny prezent. Wizje, wyobrażenia zamienia na język Internetu. Dostaję swoja stronę. Zaczynam pisać, a A. zostaje moim adminem.

2005 - Wszystko wywraca mi się do góry nogami. Przy okazji nowotworu- zwanego chorobą śmiertelną- dostaję wielka lekcje życia. Pisząc o tym co we mnie i co ze mną otrzymuję lekarstwo jakiego kupić się nie da- ludzką życzliwość i miłość.

2006 - Miesiące leczenia, rok kończę euforią- mam nowe włosy. I nowy sposób patrzenia na świat.

2007 - Harmonia, frajda, tysiące pomysłów na to, by każdy dzień był niecodzienny.

2008 - Rok symbol. Buduję most. Wróciłam do siebie dziecka. Odkryłam swój dawny idealizm, odnowiłam dawne kontakty. Powrót przeszłości ułatwia mi W. Magia dzienników działa.



23 sierpnia 2010 PDF Drukuj Email

Kiedy wyjeżdzam do innego świata, lubię już coś o nim wiedzieć. Taszczę zwykle po kilka przewodników, bo nie raz już przekonałam się, że dobrze jest mieć kilka źródeł informacji. Słucham cudzych spostrzeżeń i porównuje je ze swoimi. Dorzucam zwykle beletrystykę dziejącą się danym kraju. Tym razem zabrałam Stiega Larssona, czyli dałam szansę Szwecji i krajom Północy. Zupełnie inaczej czyta mi się Millennium, gdy wiem o jakich miasteczkach pisze autor i co widzą bohaterowie. Jakoś też łatwiej mi zrozumieć charaktery, przywiązać się do postaci, odnajdywać wątki autobiograficzne. Kiedy czytam o bajglach, które bohaterowie jedzą na lunch, to wiem jak one wyglądają, jak smakują. To takie totalne zanurzenie, jak podczas nauki języków obcych. W tym przypadku przez jakis czas zanurzam się w cudzym życiu.
Fascynują mnie ludzie i ich życiorysy. Podziwiam to, jak czynią sobie ziemię poddaną i wzniośle mówiąc dopasowują otoczenie do swoich potrzeb. A te pod każdą szerokością geograficzną są podobne. Z zachwytem patrzyłam na osady w baśniowym otoczeniu fiordów, czy północnych wysp. Człowiek dotarł wszędzie i wszędzie próbuje sie "umościć". Nawet kosztem luksusów i wygody. Widziałam opuszczone całkiem niedawno zagrody, do których nie było żadnej drogi, poza wodną. Myślałam o tym, czy w tym surowym otoczeniu, poza tym, że żyło się trudno- czy brakowało na przykład szczęścia? Czy ono jest uzależnione od wygód? A od widoków za oknem? Już chyba bardziej. Takie chwile szczęścia wywołanego urodą świata dostępną bez kupowania biletów przeżywałam przez ostatni czas i jeśli można się od tego uzależnić to tak, przyznaję- jestem uzależniona. I rozumiem wszystkich, którzy mają pod powiekami jakiś szczególny obrazek, z dzieciństwa, z podróży, coś co jest kwintesencją piękna. Kiedy patrzy się na świat szukając tego piękna żadna historia z krzyżem, polityką i małymi sprawkami, nie jest w stanie odebrać nam zachwytu. Żyjemy, żeby było nam pięknie
.

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 7 z 799
Odwiedza nas 10 gości
Razem:
2003-2010 © Marzena Chełminiak