Listy.

To mój sposób na rozmowę. Możliwą z każdym i z każdego miejsca.
Są jak ich nazwy. Różne. Ale dzięki nim wiem, że nie jestem tu sama. Dziękuję, że poświęcacie czas, by napisać.



Rozwiane PDF Drukuj Email

19/03/2007 => Dobry wieczór :)
Dobry Wieczór Pani Marzenko :)
Zaglądam na Pani stronkę prawie codziennie, czytam wpisy, listy i wkurzam się na siebie, że nie potrafię cieszyć się życiem, dziękować za to, że żyję, jestem w miarę zdrowa, w rodzinie też "jako tako"...
Powinnam więc być spokojna, - a ja przeżywam dół za dołkiem. Podejmuję jakieś nowe wyzwania, teraz np. czekam na egzamin z prawa jazdy i myślę sobie, że jak go kiedyś zdam to zmieni się moje życie.
Zaraz potem pytam: co się zmieni? Nic, na czym tak naprawdę mi zależy.
Napisała Pani, że "nauczono nas egoizmu, który polega na nieustannej analizie własnych emocji"... Jak to do mnie pasuje :( "Zamiast użalać się nad sobą i dzielić włos na czworo powinnam wyjść do ludzi" :(  Ano. Wiem o tym. I nic z tego nie wynika.
Nieśmiały, zakompleksiony tchórz ze mnie i domator niestety.
A jak już gdzieś wyjdę, moje lęki i fobie każą mi szybko wracać do domu, bo tylko w nim czuję się bezpiecznie. Dlatego też wolę posiedzieć, poczytać, posłuchać muzyczki z "krainy łagodności". I tak upływa moje życie. Ostatnio po przeczytaniu jakiejś psychologicznej pozycji doszłam do wniosku, że te wszystkie dołki i lęki wypływają z niezaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa. A to jedna z najważniejszych potrzeb człowieka. Ale jak doprowadzić do tego, aby ta potrzeba została chociaż w części zaspokojona? Czy 40-letnia kobieta, matka samotnie wychowująca dziecko, może żyć spokojnie nie myśląc o tym czy zdoła Mu zapewnić jako takie wykształcenie, start w dorosłe życie?
A co będzie jeśli coś jej się stanie?
Tyle pytań, tyle wątpliwości, tyle obaw.
Ale na dziś dość tych smutków.
Przepraszam za nie... :)
Przeczytam jeszcze raz kilkanaście ostatnich wpisów w Pani dzienniku, naładuję się pozytywnie i może będzie troszkę lepiej.
Nieustannie trzymam kciuki za Pani zdrówko, wierzę ,że badania wyjdą dobrze, muszą wyjść dobrze:)
Pozdrawiam serdecznie...
Nata

Nata,
bycie domatorem nie wyklucza otwartości na ludzi.
Ważniejsze jest chyba poczucie bezpieczeństwa... a raczej jego brak. O tym piszesz.
Szukaj w sobie, nie na zewnątrz.
I nie bój się na zapas o syna.
Pozwól mu zbierać doświadczenia, przecież nie jest powiedziane, że spotkają go te same nieszczęścia co Ciebie.
Słyszałaś zdanie, że w życiu przytrafia nam się to czego się najbardziej obawiamy?
A zatem porzuć strach.
Ściskam
M

19/03/2007 => moja myśl, moje credo...
Chcesz zmienić ten świat? Zacznij od siebie...
Wiele jest rzeczy w naszym życiu, które nam nie odpowiadają.
Wielu jest ludzi w naszym życiu, których widoczna potrzeba ich zmian dotyczy nas samych. Właśnie, nas samych...
Jakie są Twoje ideały?
Jak zamierzasz iść tam, gdzie byś chciał dojść?
Czy czujesz się spełnionym?
Z pozoru tak proste pytania.
I tak jest ze światem, który tak usilnie próbujemy zmieniać, zaniedbując w ten sposób samych siebie i bliskich...
Zawsze się znajdzie ktoś, kto Cię skrytykuje, a Ty pracuj nad sobą i stawaj się lepszym człowiekiem. I zanim poznasz kogoś upewnij się, że znasz siebie.
Gorąco pozdrawiam
Mariusz z wyspy

Mariuszu.
Pięknie to napisałeś.
Zmieniamy wszystko wokół, a czasem wystarczy tylko zmienić siebie i swój sposób patrzenia.
Dziękuję za list
M.

19/03/2007 => ...
Witam!
Jak zwykle piszę w ciężkiej chwili.
Zastanawiam się nad postępowaniem ludzi (a raczej wybranych osób).
Ostatnio miałam okazję odczuć bezinteresowną pomoc osób, które w trudnej dla mnie sytuacji starały się pomóc i chyba pomogły. W tym trudnym momencie pocieszałam się, że są jeszcze życzliwe osoby na mojej drodze... aż do pewnego popołudnia. Dowiedziałam się, że pielęgniarka odmawia pomocy matce, która ma czworo dzieci, troje chorych- w tym 4-miesięczne maleństwo.
Pielęgniarka odmawia dawania zastrzyków tej 4-miesięcznej dziewczynce, bo się boi że zarazi swojego synka. Celowo nie napisałam czym zarazi, to żadna śmiertelna choroba, to tylko.... ospa.
Może moje rozgoryczenie wynika z tego, że to dotyczy bliskich mi osób, ale wydaje mi się że w zawód pielęgniarki wpisane są różne wirusy i choroby i trzeba mieć taką świadomość przy wybieraniu tego zawodu. Ryzyko zawodowe Pozdrawia!
G.

Gosiu
tak sobie myślę, że ludzie czasem nas zawodzą.
Ale kiedy robią to jedni - inni stają na wysokości zadania.
Trzeba szukać tych ludzkich ludzi...
Powodzenia.
Mam nadzieję, że kłopoty minęły.
M.

19/03/2007 => :)
Kochana M.,
kiedy czytałam Twój wpis z 8 marca trochę mi się popłakało. Zobaczyłam siebie. Dosłownie z każdej strony - siebie jako obserwatora i siebie jako obserwowaną. Często zastanawiam się: Co komuś dolega? Jak się komuś żyje?
Ale tak ma chyba dużo osób.
Od dłuższego czasu należę do tych, którzy siły nie mają. A problem w tym, że tego nie widać. Zdarza się, że kiedy siedzę w autobusie miło nie jest i słyszę różne nieprzyjemne komentarze. I wtedy nie wiem czy wstać i czekać, aż się przewrócę, czy też siedzieć i udawać, że nie słyszę. Dlatego sama staram się nigdy nie oceniać po pozorach, a kiedy zapomnę....pokora lekarstwem.
Kiedy myślę teraz o swoim życiu nie potrafię powiedzieć czy to jego dobra czy zła strona. Najważniejsze, że jest i doceniam samo istnienie.
I marzę, i tęsknię tak bardzo za chodzeniem - bo tak się składa, że wiele teraz nie mogę. Mam tylko nadzieję, że wraz z wiosną będzie tylko lepiej.
Ona zawsze dodaje mi energii. Pamiętasz jesteśmy umówione na chwalenie i opisywanie tej, która nas otacza.
Życzę dobrych, rewelacyjnych wyników badań i wierzę, że takie będą.
Trzymaj się słonecznie. Pozdrawiam
Aldi

Aldi
optymizm ma sens, kiedy ma wiele wspólnego z realizmem.
Dlatego będąc optymistką masz prawo popłakać, a nawet pozłościć się na swój los.
A potem znów zachwycać się istnieniem.
Ty to potrafisz.
Siły?
Raz są, raz ich nie ma.
Mów sobie często, że Ty je masz.
Ściskam mocno
M.

13/03/2007 => Byle jakość
Marzenko! Jestem, czytam.
A propos Twojego wpisu do dziennika z 27 lutego. Pisałaś kiedyś, że żyjemy w czasach powierzchowności. Zgoda. Ale żyjemy też w czasach wszechogarniającej bylejakości. Porzuć złudzenia, że kiedyś będzie lepiej. Obawiam się, że za kilka /naście/ lat pozostanie Ci nader wąskie grono rozmówców. Głównie takich dinozaurów na wymarciu. Brak poprawności językowej jest np.: powszechny w mediach. Nie daj Boże, kiedy dziennikarz ma odmienić jakiś większy liczebnik i jeszcze użyć go w określonym rodzaju, kaplica. Nie tak dawno, w dzienniku w nocnym programie radiowej jedynki: F. Castro przekazał władzę bratowi. Wczoraj, też Jedynka, gość, jakiś prof. miał kłopot z użyciem imiesłowu w odpowiedniej formie. Kiedyś szkoła podobno była przeładowana informacjami. Teraz wręcz przeciwnie - nieznośna lekkość bytu. Informacje - przecież można znaleźć w internecie.
Tabliczka mnożenia - przecież każdy ma kalkulator. Taki rozwój wypadków przewidział jeszcze przed śmiercią Maciej Słomczyńki, nie zgadzając się na wznowienia swoich książek - chyba chodziło mu o kryminały.
Ale świat jest, jaki jest.
I pamiętaj, że Ty ciągle idziesz wgłąb, a ludzie generalnie ślizgają się po powierzchni życia.
(...)
Serdeczności T.

Dopóki wokół mnie takie same dinozaury, to jakoś nie zauważam, że jesteśmy na wyspie i na dodatek na wyginięciu :) Dziękuję Teresie za mądrą syntezę.
M.

13/03/2007 => Sztuka delektowania się.
Będzie krótko tym razem :)
A propos Pani wpisu z 27 lutego. Wszystko, co robimy, w co się angażujemy, jest płytkie. Jesteśmy ambitni tylko z pozoru. Rozwijamy się, ale tylko powierzchownie. Kolejne studia, kolejny język, kolejny kurs... Zapominamy często, że liczy się jakość, a nie ilość. Liczy się serce, które wkładamy w to, co robimy. Niedawno usłyszałam, że młodzi ludzie, owszem są teraz ambitni, ale tylko z pozoru, bo chcą osiągnąć wiele przy jak najmniejszym wysiłku. Stąd robimy się nijacy. Książki też czytamy w pośpiechu, filmy oglądamy hurtowo... Robimy tysiące rzeczy naraz, żeby nadążyć za innymi. A ja ostatnio uczę się wybierać, mądrze. Podążam za duszą... I co z tego, że nie widziałam wszystkich filmów, które weszły do kin? Nie muszę. Bo kiedy widzę Grochowską albo Cielecką na scenie wiem, że w życiu trzeba się wszystkim delektować... I już nie spieszę się, kiedy czytam ukochaną poezję Twardowskiego...
Pozdrawiam ciepło.
Kasia.

Kasiu,
dotknęłaś sedna!
Najpierw chcemy wszystkiego i jak najwięcej, a potem uczymy się wybierać.
I dopiero wtedy zaczynamy czuć smaki.
Ściskam
M.

13/03/2007 => po 22 lutym
Uczciwość w uczuciach...
temat o którym każdy może coś ciekawego powiedzieć w oparciu o swoje doświadczenia.
Uczciwość w miłości,
uczciwość w przyjaźni,
uczciwość w relacji dzieci - rodzice.....
To chyba naturalne poszukiwać i otwierać się najpierw na miłość mamy, taty, babci, dziadka potem na przyjaźń koleżanki , kolegi wreszcie miłość tej drugiej polowy....
Wydawałoby się że uczciwe podejście pomoże nam żyć a jednak....
Dlaczego z biegiem lat stajemy się bardziej nieufni i coraz częściej posądzamy tę drugą stronę o to że nie jest sobą, coś ukrywa, że gra, mimo że może wcale tak nie jest....

Czy dlatego, że coraz bogatszy mamy bagaż doświadczeń, że ktoś nas kiedyś zranił, że ktoś nas kiedyś oszukał, że ktoś wykorzystał nasza wrażliwość, że ktoś wykorzystał nasze zaufanie, że ktoś zrobił coś o co byśmy go nigdy nie podejrzewali....
I teraz boimy się żeby to się nie powtórzyło??

A z drugiej strony często tak jak Ty
zadaje sobie pytanie-
co stoi u podstaw
toksycznych związków, w których
czasem bardzo brutalnie jedna strona
egzekwuje swoje, jak jej się wydaje,
bezwarunkowe prawo do uczucia.
Czy jest to wiara w to, że jednak
coś może się zmienić i to dobre dni powrócą, czy jest to takie często słyszane "to co jest pomiędzy nami to nasza wewnętrzna sprawa i my to rozwiążemy", czy też po prostu słabość tej wykorzystywanej strony i brak sił do wyrwania się z chorego związku.

Bardzo trudno znaleźć dobre proporcje
miedzy "daje" i "biorę"
podświadomie wydaje mi się, że łatwiej
żyć ludziom, którzy trochę więcej dają.
Ale nie można zachwiać tej proporcji
nie można zrezygnować z brania od innych tego czym oni chcą nam pomóc w naszej drodze przez życie....
nie można zapomnień o sobie

"Kochaj bliźniego swego
jak siebie samego"
jak siebie samego pamiętajmy o tym
podkreślił kiedyś ksiądz na rekolekcjach na których byłem.....


Tomek tak jak i ja zastanawia się nad granicą między ufnością, a ostrożnością.
I nie ma chyba jednej mądrości, która dotyczyła by nas wszystkich.
Za każdym razem dobrze jest "uruchomić" swe trzecie oko - intuicję.
M.

13/03/2007 => ...
Witam!
Przeczytałam Pani wpis z 19.02.2007 i zgadzam się z Panią. Tak się zastanawiam, że kiedyś i ja miałam podobne myśli, jak Ci średnio rozgarnięci nastolatkowie. Podobne.
Widok 60-70-letniej pary trzymającej się za rękę był dla mnie conajmniej dziwny, śmieszny. Teraz, gdy widzę takie osoby to się uśmiecham (tak od środka) i zazdroszczę, bo mój mąż po niecałych 2 latach małżeństwa uznał, że nie wypada mi trzymać go za rękę, ewentualnie "pod rękę", ale i to się nie zdarza. Skoro tak robi po 2 latach to co będzie po 20-stu? Okazywanie uczuć na co dzień to ważna sprawa, ale przypominanie o tym, kłótnie o to,żeby przytulił, powiedział "kocham", pocałował - to chyba mija się z celem.
Podziw dla wytrwałych w miłości i w jej okazywaniu.
A dla "wcześnie urodzonych" BRAWO!!!!!
Pozdrawiam!
G.

Małgosiu.
Po takich słowach wypadałoby zaapelować do innych - nie wstydźmy się okazywania czułości, troski, miłości.
Także dzieciom, bo z nich wyrastają dorośli.
A Ty się nie poddawaj :)
M.

13/03/2007 => Pozdrowienia!
Droga Marzenko,
Postanowiłam sobie, że jedynym moim postanowieniem na kolejny rok będzie brak postanowień. Pomysł świetny - niestety - nie dla mnie. Chyba drugiego stycznia, czytając dzienniki Ojca Pio, postanowiłam, że zastosuję się do płynącej z Jego mądrości rady i zacznę gromadzić karmę tylko na jeden dzień. Nie ma "wczoraj', nie ma "jutra", jest tylko "dzisiaj". Wydawało mi się, że to jedno postanowienie harmonizuje w jakimś stopniu z tym pierwszym i się nie zeszmacę we własnych oczach. Oczywiście następnego dnia zamartwiałam się sesją egzaminacyjną starszego syna, klasówką młodszego syna, stanem zdrowia mojej mamy i brakiem - chronicznym - gotówki.
Koleżanka pożyczyła mi swoją książkę "Potęga teraźniejszości". Przeczytałam, porobiłam notatki, chyba zmądrzałam.
Codziennie rozpoczynam dzień tak, jak rozpoczyna się nowe życie - bez obciążeń i bez uprzedzeń. Kończę dzień tak, jak przewraca się kartkę przeczytanej powieści. Trzymam w ryzach swoją chorą wyobraźnię. Szczęśliwieję.
Wierzę, że przyzwyczajenie jest drugą naturą i po prostu "wejdzie mi to w krew". Na razie jest pięknie - dlatego się chwalę.
Codziennie przesyłam Ci ogromną porcję dobrej energii, razem z moją dobrą myślą i modlitwą. Pozdrawiam - Dorota

Dorotko,
w jednym z moich ulubionych psalmów jest zdanie-popatrzcie na ptaki niebieskie, nie sieją i nie żniwują, a jednak Bóg Ojciec je żywi.
Przypomniało mi się, gdy czytałam Twój list.
Zauważyłaś, że najczęściej martwimy się na zapas?
Odnawiaj w sobie to postanowienie zaczynania każdego dnia z nową siła i wiarą. Bez lęków.
Ściskam
M.

13/03/2007 => wszystkiego dobrego w nowym...
(...)
Ten rok zaczął się dla mnie dobrze. Jestem zdrowy, szczęśliwy, pełen planów i werwy do działania. Aż do pewnej chwili chwaliłem każdy nowy dzień. Do momentu, gdy przyszła wiadomość, że jeden z moich najbliższych przyjaciół, mój rówieśnik, zmarł w szpitalu na skutek udaru mózgu. Znałem go 19 lat. Poznaliśmy się w W-wie na festiwalu muzyki elektronicznej. Po moim występie podszedł wraz z dziewczyną (późniejszą żoną) pogratulować mi. Okazało się, że przyjechał z Łodzi, a ja tam studiowałem. Potem spotykaliśmy się w różnych odstępach czasu, nie tracąc ze sobą nigdy kontaktu, mimo wielu burz w jego i moim życiu. Połączyła nas miłość do muzyki. Był na moich, dość hucznie jak na mnie obchodzonych urodzinach, półtora roku temu, przysłał mi, jak zawsze życzenia noworoczne. Mimo, że przez większość czasu mieszkaliśmy w różnych miastach miałem wrażenie, że jest obok. Dzielnie krytykował moje poczynania, szczególnie moje przymiarki literackie. Sam komponował, pisał, kolekcjonował filmy i płyty, fotografował i bóg wie co jeszcze. Już mu nie wyślę nowej piosenki, ani wiersza. Bo nie znam maila do...
To tyle, popłakałem sobie jak dziecko, a teraz próbuję pozbierać myśli.
(...)
Marek

Za każdym razem, gdy czytam takie historie rośnie we mnie pasja życia.
Nabieram z jednej strony pokory, z drugiej wiem, że liczy się tylko dziś, bo tylko dziś istnieje naprawdę.
Trzymaj się Marku.
M.

13/03/2007 => ...
Witam Cię serdecznie!
Na samym początku przepraszam za spoufalenie, ale tak będzie prościej.
Chciałam o czymś napisać. To nie będzie o kolejnej depresji i nieszczęśliwej miłości, raczej o zgodzie na świat.
Jest Ktoś. Ja go kocham, a on mnie nie.
Nie wie, co czuje. Nie powiem mu, bo to nic nie da, a może zniszczyć przyjaźń.
Bo to jest mój przyjaciel. Mój dobry duch. Wiem, że zawsze mogę na niego liczyć, że zawsze mi pomoże, że cokolwiek by się nie działo, wiem, gdzie go szukać i mogę mu zaufać. Przestałam się już z tym szarpać. Nie będę na siłę zmuszać kogoś do miłości, wyznawać uczuć po nocach i płakać, że nie ma się do kogo przytulić. Powinnam zgodzić się na ten świat. Być wdzięczna, bo w końcu mam obok siebie kogoś fantastycznego, aż przyjaciela. Powiedział mi ostatnio, że mam wyrzucić ze swojego słownika
słowa: nie umiem, nie potrafię, nie mogę. On twierdzi, że nie móc to znaczy nie chcieć. Jeżeli czegoś chcesz, potrafisz to zrobić. I wiesz, Marzenko, że ja mu uwierzyłam? Uwierzyłam mu, jest dla mnie kimś ważnym, szkoda, że nie kocha, ale... Grzechem byłoby żądać więcej, gdy tyle już mi dał.
Ela.

Elu,
pięknie sama siebie w tym liście przekonujesz do wdzięczności za to co masz.
Z doświadczenia wiem, że czas sprawia, że to co najpierw jest tylko intencją, potem staje się faktem. Zamiast miłości jest przyjaźń.
Kto wie, może życie przygotowało dla Ciebie coś innego?
Czekaj z nadzieją.
Ściskam
M.

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 49 - 54 z 93
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 4 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak