Listy.

To mój sposób na rozmowę. Możliwą z każdym i z każdego miejsca.
Są jak ich nazwy. Różne. Ale dzięki nim wiem, że nie jestem tu sama. Dziękuję, że poświęcacie czas, by napisać.



Płomienne PDF Drukuj Email

1/11/2008 moje urodziny?

Witaj MArzeno..
Kiedyś pisałem już do Ciebie. Kiedyś kilka lat temu jak moje życie inaczej wygladało, było poukładane i w miarę proste. Pracowałem w ochronie , prosiłem o piosenkę z dedykacja "Kult - Do Ani" - odpisałas mi, że nie masz takiej możliwości na antenie......
Dziś kilka lat później moje życie nie jest proste i ułożone. Jest na krawędzi: białej i czarnej mocy. Czarna moc mnie nie pociąga, a biała...... jest tylko nadzieja, że będzie lepiej. Ty to rozumiesz. Przeszłaś drogę cierniową. Na takiej, lub podobnej drodze ja jestem. Głos. Twój głos. Twoja fotka.
Nie wiem kiedy będziesz czytała tego emaila. 21-ego są moje urodziny, kolejne. Z dala od miejsce gdzie się urodziłem, od osób które znam. Kolejna gorzka łezka do przełknięcia. Mam nadzieję, że szybko ten dzień minie. Każdy mój dzień jest walką o przetrwanie, o przeżycie.
Marzenia się spełniają - prawda?
Moje marzenie się spełni za niedługo... Zawsze chciałem zobaczyć jak wygląda sztorm na morzu. Zaczyna się sezon sztormów. Niedługo zobaczę. Pojadę i zobaczę.
Nie gniewaj się na moją bezposredniość. Nie znam Cię, Ty mnie nie znasz - jest mi łatwiej tak napisać co mi na serduchu leży.
Pozdrawiam serdecznie.
remek

Remku, jeśli teraz u Ciebie jest pod górkę, to znaczy, że za chwilę będzie z górki.
Życzę Ci, żeby Twoje życie nie musiało być walką.
Niech będzie zachwytem.
Pozdrawiam,
M.

1/11/2008 :)

Witam Pani Marzeno:)
To, że może Pani czytać tak wiele pozytywnych słów o Sobie, to wyłącznie Pani zasługa, bo naprawdę jest Pani wspaniałą osobowością:) Nie pamiętam już ile lat temu usłyszałem Pani głos w ZETce i od tamtej pory jestem Pani fanem;)
Ma Pani wspaniały ciepły i bardzo radiowy głos, ale przede wszystkim ma Pani wielką mądrość życiową i tyle pozytywnej energii, którą emanuje Pani z anteny (...) A co do tej jesieni...to oczywiście cudownie jest, gdy można spoglądać na tę paletę barw i cieszyć się z każdego dnia, pełnego słonecznych promyków, ale nie zawsze tak jest, dlatego warto cieszyć się najdrobniejszymi rzeczami i szukać pozytywów w każdej, nawet pozornie niemiłej sytuacji.
Choć może to zabrzmi jak lizusostwo, w stosunku do Pani, ale takiego podejścia uczyłem sie od Pani, Pani Marzeno z Pani audycji w ZETce, z Pani strony www i z NAJPOZYTYWNIWJSZEJ książki jaką czytałem w życiu, a którą jest "Księga na dobry dzień".
Zresztą tą książką obdarowałem już kilkoro moich przyjaciół, gdyż uważam że jest wspanialszym prezentem jak niejedna najbardziej wyszukana rzecz. (...)Ja nie ukrywam, że jest to moja "etatowa" pozycja na "gorsze" dni, biorę ją wtedy do ręki, włączam jakąś muzyczke i chłonę tę pozytywną energię i już po kilku stronach wiem, że może być już tylko lepiej. (...)Pani Marzeno życzę Pani, by każdy dzień przynosił Pani choć jeden powód, by wierzyć w to, że życie jest piękne.

Albert M.

Albercie,tyle słodyczy naraz!
Zmagazynuję je na gorsze dni :)
A Tobie życzę lekkości bytu.
Ściskam
M.

1/11/2008 decyzja

Marzenko kochana...
Wierzę, że port już nie bedzie potrzebny i życzę Ci tego z całego serca:)
Ostatnio znowu dużo myślę o tej strasznej chorobie za sprawą siostrzenicy mojej przyjaciółki.
Dziewczynka zachorowała dwa lata temu. Brała chemię, radioterapię, miała operację. Ostatnio wyglądała świetnie, włoski odrosły, samopoczucie ok., ale coś na nodze wyskoczyło. Lekarze stwierdzili, że to łagodna narośl, chrząstka...Ale po badaniach powiedzieli, że jedyną szansą, acz nie gwarancją, dla tego 13 letniego dziecka, jest amputacja nogi. Rodzice zgody nie podpisali. W innym ośrodku, do którego pojechali błagać o pomoc powiedziano im, że dziecko od początku było źle leczone.
Zaproponowali na początek bardzo silną chemię. Dziewczynka na chemię nie chce się zgodzić. Powiedziała, że przykuje się do kaloryfera, ale nigdzie, do żadnego szpitala nie pojedzie. Zamknęła się w sobie, nie chce slyszeć o szpitalach, chemiach, operacjach, chorobach. Chodzi do szkoły, chociaż nie powinna. Zagroziła, że ucieknie z domu. Ignoruje wszelkie próby rozmów.
Jak zachować się w takiej sytuacji będąc rodzicem??? Bardzo współczuję rodzicom Weroniki:( Nie wiem jak ja bym się zachowała. Po prostu nie wiem. Mój syn powiedział mi, że na pewno nie zgodziłby sie na amputację nogi:((
Wciąż złota polska jesień za oknem więc delektujmy się nią:) Nata

Nata pyta jak się zachować w takiej sytuacji.
Nikt z nas tego nie wie.
W takich momentach, kiedy czytam o prawdziwych tragediach czuję, że w ich obliczu mogę tylko pokornie milczeć.
Wierząc, że rodzice dziewczynki znajdą rozwiązanie....dobre dla ich dziecka, dla jakości jej życia.
Czym są nasze drobne problemy?
Wszystkiego dobrego Nata!
M.

1/11/2008 inpired by M.Ch.

Kochana Pani Marzenko,
tak pięknie napisała Pani o jesiennych liściach, że żałuję uprzątnięcia tych sprzed mojego domu. Ale na szczęście pozostało ich sporo w moim ogrodzie, chyba muszę się do niego wybrać i też przemyśleć kilka spraw. Czasem przyłapuję się na tym, że odrzucam myślenie o tym co jest naprawdę dla mnie ważne tylko dlatego, że tak jest wygodniej, że tak mniej boli, tłumacząc sobie, że jeszcze będę miała czas pomyśleć o tym co ważne, że będę miała czas robić to co chciałabym robić, a teraz muszę się zająć tym co jest tu i teraz - pracą i studiami, czyli czymś co ma mnie doprowadzić do szczęścia w przyszłości? Tłumaczę sobie, że muszę przemęczyć się te kilka lat, żeby w przyszłości mieć lepiej, żeby w przyszłości mieć czas i pieniądze na spełnianie moich marzeń. Przeważnie takie oszukiwanie samej siebie udaje mi się, ale czasem mam już dość tego, że każdy mój dzień wygląda tak samo, nienawidzę tej pogoni za pieniądzem, karierą! Nie mam czasu ani siły zająć się tym co ważne - rodziną, przyjaciółmi, o miłości już nie wspomnę ( w moim przypadku z pewnego powodu jest to bardziej skomplikowane, ale chyba nie powinnam o tym pisać, bo nie wiem jaki jest Pani stosunek do pewnej sprawy, a nie chciałabym Pani do siebie zrazić, bynajmniej bez Pani zgody).
To nie żadna książka, ale Pani inspiruje mnie do tego aby "ocalić swoje życie za życia". Wierzę, że uda mi się, bo udało mi się nie zatracić jeszcze w tym wszystkim całkowicie. Proszę trzymać kciuki.
Dziękuję za wszystko, Pani Marzenko.
Marta

 

Marto,
piszmy sobie po imieniu, proszę.
Jestem inspiracją do życia za życia?
To super!
Twój list też jest inspiracją, do tego, by nie dać się wkręcić w jedynie słuszny, obowiązujący styl życia.
On nie jest dobry dla wszystkich!
Życzę Ci wolności!
Decyzji, myśli, stylu życia.
Trzymam kciuki.
M.

1/11/2008 witaj Marzena

Dawno nic do Ciebie nie pisałam. Obecnie przebywam w Stanach, w Kalifornii, więc od 2,5 miesiąca nie mogę Cię słuchać aż do lipca 2009. Przeczytałam wywiad z Tobą w "Twoim Stylu".(...)
Przeczytałam też Twój wpis z 20 września. Znowu dotarło do mnie, jak życie jest zaskakujące... poszłaś do szpitala, spotkałaś lekarza, zdrowego (?) człowieka, na pewno miałaś swoje obawy, a On byl pewnie zdrowy, wydawałoby się, że Ty jesteś bardziej zagrożona w tym momencie. ON odszedł. Ogladałam ten program na TVP3, pamiętam tego lekarza. Wydawało mi się, że był w miarę młody. Co się stało? Dlaczego odszedl? Możesz powiedzieć, jeśli to nie tajemnica? Ty za to jesteś 3 lata po leczeniu :) Ty możesz cieszyc się życiem. W wywiadzie powiedziałaś, że każdy ból kolana, czy kości wywołuje lęk o nawrót. Oczywiście Twoja obawa jest w jakiś sposób uzasadniona, jednak nikt nie wie, co go spotka następnego dnia. Nikt nie wie, czy następnego dnia nie dowie się o innej chorobie, nie zginie w wypadku, czy nie spadnie na niego przysłowiowa cegła. Dlatego w chwilach strachu, lęku, pomyśl o tym :) ;) Czy pisałam Ci już, że moja Ciocia jest już 25 lat po nowotworze złośliwym piersi? Zachorowała mając 39 lat, przeszła ciężką chemię. Też jej się zdarzało, że miała bóle kręgosłupa, czy kości. Żadnych przerzutow nie miała. Przeżyła swojego męża, który nigdy nie miał raka. Przeżyła swojego lekarza, który nigdy nie miał raka.

Chętnie wysłałabym Ci parę zdjęć z Kalifornii, jednak nie mam jak z tej strony, chyba, że dostanę maila od Ciebie i wtedy uda mi się wysłać trochę widoczków :) ściskam mocno.
Ola

 

 

Olu, fajnie czytać o tym jak świat stoi przed Toba otworem.
Rozglądaj się, szukaj swojego miejsca.
I dziękuję Ci za pozytywny przykład Cioci, tego było mi trzeba.
Ludzie z doświadczeniem podobnym do mojego słyszą zewsząd o śmierci, o nawrotach i niepowodzeniach.
Czasem nawet największy optymista tym nasiąka.
Co do mojego lekarza...cóż, to był rodzaj samozagłady.
Ale to nie jest temat na publiczne roztrząsanie.
Zdjęcia wysyłaj na Ten adres e-mail jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Ściskam,
M.

1/11/2008 czego możemy być pewni

Wczoraj miałem durne sny, w nich dom rodzinny i nieżywi rodzice w łóżkach. Zadzwoniłem do domu, prosiłem, aby uważali na siebie: idąc przez pasy, jadąc samochodem, robiąc zakupy. Wieczorem niepokój ducha, jakaś niepewność. Godzinę później zadzwonił telefon. Dowiedziałem się, że Alex odeszła. Wtedy szybko pomyślałem, że to nieprawda, że telefonu nie było. Spałem bez koszmarów. Ostry obraz tego co stało się i szkliste oczy pojawiły się dopiero wtedy, kiedy koleżanki podeszły rano do mojego biurka pytając jak się czuję. W ich czerwonych od płaczu twarzach było widać prawdziwy ludzki strach.
Alex była moją koleżanką z pracy. Angielka, co oznacza, że wiele powinno nas dzielić. Było inaczej, ponieważ chorowała wcześniej na raka i wiedziała, że trzeba kochać życie i niszczyć wszelkie bariery. Optymistka w dwustu procentach. Pamiętam jak nie mogła nacieszyć się, że razem dostaliśmy lepsze stanowiska. Wtedy nasze drogi rozeszły się. Dwa różne piętra, różne decyzje biznesowe i zadania, które przestały zazębiać się o siebie. W pamięci miałem chwile kiedy robiąc nadgodziny, okazała się być jedyną osobą, na sto pracujących wokół nas, która je wędzoną makrelę z podobnym smakiem do mojego. Do tego ta polska kiełbasa krojona nożem, wtedy kiedy było mało osób z zespołu i jej szczery i spontaniczny zachwyt, w miejsce krzywej miny lub typowego zdziwienia Angola. Wysiedzieliśmy obok siebie dużo czasu, dorabiając każdy grosz, ja do mieszkania, Ona na prezenty dla córeczki i wyjazd na wakacje.
Miała mniej niż 25 lat, zostawiła małą dziewczynkę, która nie wie co działo się z jej mamą. Alex walczyła z rakiem do końca. Nazwana przez nas wojownikiem, brnęła do przodu przez chemie, złe wyniki, lepsze rokowania, jeszcze mocniejsze leki, morderczą terapię. Zmagania okazały się ponad ludzkie sily i próg wytrzymałości. Umierała w bólach. Każdy myślał, że Ona wygra! Bo to taki typ. Kiedy mówiła, że kocha życie, nie brzmiało to jak afirmacja wyczytana w książce. To wibrowało, jak jej śmiech. Żyła na pełnych obrotach, kochała ludzi i zapomniała o raku. Nawrót choroby był szokiem dla każdego.
Myślę, że wyjechała, że wygląda jak zawsze, że nie jest wymęczonym wrakiem czlowieka, który nie jest podobny ani do kobiety, ani do mężczyzny. Przecież jeszcze w kwietniu, kiedy dowiedziała się, że to znowu rak, na ślubie zorganizowanym w 3 dni, wyglądała jak Anioł. Tylko oczy miała smutne - widać było w nich wszystko.
Odejścia mają uczyć tych, którzy pozostają. Chcę, aby Ona nie wycierpiała dramatycznego bólu na darmo. Będę z całego serca starał się być lepszym człowiekiem i patrzeć na wszystko z tej lepszej perspektywy.
Z miłością.
(Tomasz)

 

 

Myślałam o sobie.
I chciałabym, żeby każde odejście powodowało takie refleksje.
Ten list mnie poraził.
M.

2/11/2008 zapomniani

Witaj Marzenko!
...wróciłam właśnie,razem z dziećmi, z cmentarza w mojej rodzinnej wsi..
Jest on niewielki,chociaż stary, a o jego "latach" świadczą także
pozostałości po nasypanych z ziemi grobach i stare krzyże...bez
tablic..bezimienne... często położone pomiędzy takimi, do których
jeszcze ktoś przychodzi,zapala znicze... smutno było patrzeć, że mimo
tak póznej pory i tak wielu ludzi, nikt nie postawił nawet jednego
znicza... Poprosiłam moich synów, by przy kilku z tych krzyży postawili
znicze... Wierzę, że babcia, czy prababcia, dziadek czy pradziadek nie
spojrzą na mnie gniewnie z góry, że im zapaliłam jednego mniej, a przez to
poukładane na ich grobach znicze straciły "regularny szyk". Mój
siedmioletni syn powiedział mi przed chwilą:"mamo na pewno ktoś się w
niebie ucieszył, że zapaliłem mu znicz..." odpowiedziałam:"...na
pewno..." Może nawet ten znicz stanął na grobie kogoś kto, w minionych
pokoleniach był naszym krewnym!? Ale dziś nikt już o tym nie
wie!? Życzę sobie, aby w następnych latach taka inicjatywa wyszła od nich
samych...
Pozdrawiam CIEPLUTKO!

 

Iwonko.
W tym samym czasie robimy to samo i myślimy bardzo podobnie.
Ściskam,
M.

6/11/2008 dziękuję Ci

Do dziś byłaś dla mnie tylko głosem. Przepraszam, ale nie miałam potrzeby zastanawiania się kim jesteś, oczekiwałam tylko, że znów będziesz radosna, pozytywnie nakręcona i choć trochę uszczknę dla siebie. Przyznam szczerze, że czasem ta Twoja radość była dosyć irytująca, myślałam wtedy; ta to nie ma problemów! A świat taki do kitu! Dziś zobaczyłam Cię, a raczej po raz kolejny usłyszałam Twój głos w programie Doroty Wellman. Marzena! Strasznie fajna z Ciebie babka i taka prawdziwa! Pomyślisz, że musiał Cię dopaść ten cholerny rak, żeby ludzie tacy jak ja usłyszeli coś więcej niż Twój głos. Nie wiem, być może...Być może dlatego, że ja mam inny punkt odniesienia. Mój ten jeden dzień opowiadałby o pewnym wtorkowym poranku, kiedy to jak w tandetnym, amerykańskim filmie lekarz po operacji mamy mówi nam- to nowotwór, nacieki wskazują na to, że złośliwy. Wiedziałam, że jestem mocna, że damy radę, ale wtedy odkryłam w sobie takie pokłady determinacji, o których w życiu bym siebie nie podejrzewała. Chrzaniłam czy coś wypada czy nie wypada, wywalali mnie drzwiami właziłam oknem, przecież szło o życie mojej mamy! Szukałam, czytałam, konsultowałam. W między czasie podtrzymywałam wszystkich dookoła na duchu... mama, tata, brat. Moi najbliżsi. A potem był ten drugi dzień; piątek. Tata i zawał, jadąc do szpitala modlę się na głos; Boże błagam Cię tylko nie teraz, nie teraz nie rób mi tego! Nie dam rady! I zdaję sobie sprawę, że ten cholerny rak to nie jest taki zły, że przecież mamy szansę, żeby walczyć o mamę, a tu chwila może pozbawić mnie ojca. Udaje się, modlitwy wysłuchane. Nie teraz. Tata na erce w szpitalu oddalonym 300 km od szpitala mamy. A ja tak bardzo chciałabym być w obu miejscach jednocześnie. Operacja i te straszne długie i ciemne korytarze onkologii. Chyba nigdy tak wyrażnie nie slyszałam bicia swojego serca. Udało się, marginesy chirurgiczne wolne od raka. Chemia i lekarka, która mówi, że przecież tylko 18 % dożywa 5 lat. Z lodowatym spojrzeniem mówię, że na szczęście to tylko statystyki.Wyrzucam sobie, że mogłam mocniej trzasnąć drzwiami. Kolejne tygodnie w szpitalu, ale w święta jesteśmy razem. Koniec chemii, a moi rodzice jadą na pierwszy prawdziwy urlop od 25 lat! Świat zaczyna się zmieniać, już nigdy nie będzie tak samo, ale mam szansę dostrzec coś czego być może moi znajomi nie zobaczą do końca życia. Cieszę się, że możemy być razem. Prawdziwą wartość widzę w ludziach. Ich obecność i absolutnie bezinteresowna pomoc jest nieoceniona. To banał, ale Ci wszyscy ludzie dali nam siłę, od początku, szczególnie w momentach kiedy czasem zaczęło jej brakować. Słyszę jak znajoma mówi; mój syn dziś modlil się za Twoją rodzinę...I teraz ta jesień jest tak inna od tamtej z poprzedniego roku. W tym roku podziwiałyśmy ja z mamą podczas wspólnego wyjazdu, zdążyłyśmy nawet zgubić się w lesie ;) Miałyśmy okazję przyjżeć się tym niesamowitym kolorom liści i powąchać tę jesień. I teraz kiedy w pracy stres sięga zenitu zatrzymuję się i pytam koleżankę z pokoju obok; myślisz, że to sprawa życia lub śmierci? Niee. bo ja wiem co to sprawa życia lub śmierci. I nikt mi tego nie zabierze, ja już wiem. I ta wiedza podnosi jakość mojego życia. I już nic nie jest takie byle jakie. A to wszystko przez tego raka ;) I pewnie nie cierpiałabym szczególnie nie spotykając go na mojej drodze, to jak się już pojawił można go tak zmanipulować, że i on zrobi coś dobrego. Marzenko! Jak ja się cieszę, że wyciagnęli Ci ten port. I niech tak już zostanie. Wciąż będziesz dla mnie głosem, ale już nieanonimowym. Dzięki, że mogłam Cię dziś posłuchać. Dodałaś mi dziś wiary! I takiego jakiegoś niewytłumaczalnie dziwnego poczucia radości. Zdrówka i samych dobrych ludzi życzę. I chciałoby się zacytować Twojego szefa - Marzena! Kocham Cię! :))
Edyta

Tak jak powiedziałam Dorocie.
Każdy ma, albo będzie mieć ten swój jeden dzień, który wywraca życie do góry nogami.
Od nas zależy, czy potrafimy zobaczyć w tym coś co nas zmienia...na lepsze.
Edytko- pięknie korzystasz z tej lekcji!

6/11/2008 Pozdrowienia

Program, o którym Pani wspomina w dzienniku zobaczyłem (mam nadzieję, że sztuka była interesująca).
Wielki szacunek!! Widać nie jestem uważnym słuchaczem Zetki, bo wieść o tym, że walczy Pani z chorobą mnie ominęła. Po dzisiejszym programie, do którego była Pani głosem (przemiłym, ciepłym) stała się Pani konkretnym Kimś. ''Człowiekiem się nie jest, człowiekiem się bywa''.
Pokazała Pani klasę, Zaimponowała mi swoją postawą (w życiu bym się nie spodziewał, że za tym głosem, który ''ulubiam'' był Ktoś niepewny jutra).

Od dziś, za każdym razem kiedy dane mi będzie słyszeć Ten Pani Głos, będę się starał wysłać pozytywne wibracje do Pani (jakkolwiek nazywa Pani swego Boga, będę Go prosił by trzymał Panią w zdrowiu)
Marek
P.S. Przepraszam za chaos, ale musiałem do Pani napisać.(czasami człowiek musi, inaczej się udusi)

 

Marku, a możemy po imieniu?
Trzymam Cię za słowo!
Chciałabym zamówić abonament na pozytywne wibracje!
Zamierzam z nich korzystać.
Fajnie, że napisałeś, dzięki temu Ktoś z drugiej strony radioodbiornika też staje się Kimś prawdziwym.
M.

12/11/2008 piękne

Dzień dobry.
Wróciłam do domu...zmęczona...bez braku energii i z jesienną ciężkością w myślach i przez przypadek (choć podobno przypadków nie ma) trafiłam na program "Ten jeden dzień". Coś pięknego...prosty...szczery...otwarty...ciepły. Słowa, które pozwalają spojrzeć na życie z innej perspektywy...Dziękuję, że zechciała Pani się podzielić ze mną sobą...dziękuję...
Wiele dobra życzę.
Małgosia

 

Małgosiu, trudno napisać, że taki miałam plan,
bo przecież nic sobie nie zakładałam.
Usiłowałam opowiedzieć o swoim doświadczeniu, po którym życie można już tylko kochać.
Nawet gdy czasem doskwiera.
Pozdrawiam,
M.

12/11/2008 Dziękuję, że Pani jest

Witam Pani Marzeno.
Skończył się wlasnie program P. Wellman, a ja ryczę jak głupia, ale to pozytywny płacz. Płacz szczęścia, radości, siły. Dała nam Pani nadzieję, siłę, chęć do życia i walki.
Od 3 lat moja Mama zmaga się z rakiem jelit, wątroby. Jesteśmy ( pisze, że my, bo cała rodzina przechodzi wraz z Mamą chorobę ) teraz na 3 chemii. Wlewy 5 razy w tygodniu i 2 tygodnie przerwy. Póżniej wlewy na 3 dni raz na 2 tygodnie w szpitalu. Mamie wypadły włosy, a Ona z uśmiechem na twarzy powiedziała mi- przecież to tylko włosy. Nie ma nad czym płakać. A ja płakałam. To był taki namacalny dowód, że jest chora. Ryczałam, bo to nie był płacz. Ryczałam po prostu. Po prawie 2 latach wyszło ze mnie wszystko. Całe emocje związane z chorobą, z lękiem, z obawą, że Ją stracimy, że ja Ją stracę. Teraz Mama jest na kolejnym etapie walki z chorobą. Obejrzałyśmy wspólnie program z Panią. Popatrzyłam na Mamę, a Ona.. a Ona miała ten błysk w oku, który gdzieś przepadł ( jak sądziłam bezpowrotnie ) na początku Jej choroby. To dzięki Pani. Dzięki Pani sile, chęci do walki.
Chciałam Pani bardzo podziękować. Za wiele rzeczy. Za natchnienie, za siłę, która nam Pani dała, za emocje, za chęć do walki, za wiarę! Pokazała nam Pani, że warto walczyć, że warto żyć, że warto ryzykować, że rak to tylko przeszkoda mała kłoda pod nogami. I można przeskoczyć, obejść, pokonać tę kłodę.
Dziekuję za to, że Pani jest, że nie bała się Pani mówić o swojej chorobie. Pięknie mówić, dając nadzieję innym. Dziękuję Pani za to, że moja Mama, która jest dla mnie najważniejszą osobą na świecie dziś po raz pierwszy od 3 lat powiedziała, że wygra z rakiem. Powiedziała to pewnie i zdecydowanie. Dziękuję Pani za tę opowieść. Tchnęła Pani życie i nadzieję w serce i duszę mojej Mamy.
To najpiękniejsze co może zrobić człowiek dla drugiego człowieka.
Dziekuję.
Agata

Choćby dla tej jednej reakcji, tej jednej konkretnej Mamy, warto było jechać do Krakowa, żeby tego wywiadu udzielić.
Wierzę, że Twoja Mama zrobi wszystko, żeby wyzdrowieć.
Trzymajcie się dzielnie!
M.

17/11/2008 Witaj Marzenko

Witam Ciebie serdecznie! Ostatni program jaki obejrzałam na Tvn Style sprawił,
że chyba samoczynnie usiadłam do komputera i postanowilam napisać tego meila...
(...) Muszę przyznać, że akurat sprzątałam kiedy zaczynał się
program i słysząc zapowiedź Doroty o czym będzie, usiadłam ze ścierką na stole i tak już zostałam do końca programu. Tak podobało mi sie to w jaki sposób mowiłaś o chorobie, Twój optymizm, radość życia. Ja osoba młoda
(23lata), zdrowa nie mam tyle wiary w życie, tyle energii. Łzy same płynęły mi
z oczu kiedy słuchałam Twojego melodyjnego głosu, w tak spokojny sposób
mówiącego o takiej tragedii. Słuchałam i słuchałam, siedząc z tą zakurzoną
ścierką zaczęłam myśleć-jaka ja jestem wstrętna dziewucha! Ciągle narzekam, a
to głowa mnie boli, a to wstać mi się nie chce, chyba nie potrafiłam docenić
tego co mam najcenniejszego-zdrowie... Ten program diametralnie zmienił mój
sposób bycia. Rano wstaję szczęśliwa, mimo, że pada deszcz i jest zimno- no cóż nie
zawsze może być słońce! Marzeno, chylę czoła za tak wspaniałe zachowanie, za
takie podejscie do choroby i w końcu za to jaki przykład dajesz wszystkim
kobietom, które mają chwile zwątpienia-wiedzą, że może być dobrze, Ty im to
pokazałaś! Życzę Ci wszystkiego dobrego, wytrwałości i zdrowia. Dziękuję Ci za
to co zrobiłaś...Pozdrawiam.
Ewelina

Chyba dobrze jest mieć świadomość, że kiedyś nas tu nie będzie.
Wtedy budzimy się szczęśliwi.
Bo na nieszczęścia, zwłaszcza te bez specjalnej przyczyny żal czasu.
Miły list.
Tak trzymaj Ewelino.
M.

17/11/2008 Pytanie po programie.

Dzień dobry, obejrzałam właśnie program z Panią w TVN Style. Ja dopiero zaczynam walkę z chorobą. Podobało mi się to co powiedziała Pani o chemii. Spróbuję tak właśnie podejść. Chcę wygrać i bardzo się boję. Pewnie nie odpisze Pani na mój list. Godzina, o której wysyłam go świadczy o moim miotaniu się i zagubieniu. Cieszę się, że Pani się udało. Pozdrawiam.
Aldona

Aldona pisała ten list po 3 nad ranem.
Strach jest kiepskim towarzyszem.
Jeśli czujesz, że zaczyna Tobą rządzić to znak, że trzeba działać.
Poszukaj jakiś zajęć z psychoonkologii.
Prowadzą je rozmaite fundacje, to bardzo konkretnie wspiera leczenie.
I daj sobie prawo do lęku, ale nie daj mu rządzić swoim życiem.
Myślę o Tobie i życzę zwycięstwa!
M.

17/11/2008 Bieszczady

Pzreczytałam na tej stronie zdanie "wyjechałam w Bieszczady"... pomimo tego, że trochę lat już przeżyłam to proszę sobie wyobrazić, że jeszcze nigdy tam nie byłam..może Pani pomyśleć NIEMOŻLIWE! A jednak,..ale bardzo chcę pojechać tam jeszcze w tym roku..nawet przeszukałam internet pod tym kątem, ale ile stron tyle propozyji kwater, noclegów itp... Może Pani może mi coś polecić jakieś sprawdzone miejsce z miłą atmosferą, gdzie można się choć na chwilę oderwać od rzeczywistości
Będę wdzięczna za informacje.
Pozdrawiam serdecznie
KAsia

Moje ostatnie odkrycie to pensjonat Pod Aniołami w miejscowości Rabe.
Cudna atmosfera, lokalne jedzenie i przemili gospodarze.
Trzeba jednak dojeżdzać do szlaków.
Ale miejsce czarowne.
PS Wcale mnie nie dziwi, że Bieszczady wciąż są nieodkryte.
To też ich urok.
M.

17/11/2008 Dzieki, że jesteś

Droga Marzeno
Jestem tu po raz pierwszy i już wiem, że nie ostatni :)
Bardzo się cieszę, że istnieje ta strona, a przede wszystkim autorka tej strony, która daje ludziom ogromny zastrzyk energii i nadziei.
Czasami zabić czyjś smutek i obdarować tym właściwym pozytywnym myśleniem udaje się jedną chwilą, żartem, zdaniem a choćby jednym ciepłym uśmiechem :)
Tobie Marzeno udaje się to niewątpliwie każdą formą przekazu!
Gorąco pozdrawiam!!!
Krzysiek

Witam w miejscu dobrych ludzi.
Sama wpadam tu po zastrzyk energii:)
M.

17/11/2008 czas
(..)
Listopadowy czas, to taka pora, która skłania do refleksji. Mam urodziny, 33... I bilansuję ten czas... Może niepotrzebne, ale chyba normalne. I jak wygląda ten bilans?
Kot na kolanach, wynajęta kawalerka, praca w liceum (ukochana zresztą) i.... samotność.
Nie uważasz, że mężczyźni boją się inteligentnych kobiet.
A ja już tak jestem zmęczona samotną kolacją, zimną pościelą, pojedynczym zachwytem nad zachodem słońca w Bieszczadach...
Wiem, inni mają większe problemy...
Pozdrawiam jesiennie, wieczornie...
Angelika
PS Brakuje mi Ciebie w ZET-ce...

Angeliko,
Bronię sie przed generalizowaniem.
Są na pewno i tacy faceci, którzy za kobietami nie nadążają.
Ale czy Ty chciałabyś być z kimś takim?
Żyj jak lubisz, rób to co kochasz...a miłość sama Cię zaskoczy.
Tak mi się wydaje.
Nie czekaj, po prostu żyj!
I daj znać.
M.



 


 


 

 

 

 

 

 

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 37 - 42 z 93
https://www.facebook.com/Glosmchelminiak
Odwiedza nas 8 gości
Razem:
2003-2015 © Marzena Chełminiak