Listy.
To mój sposób na rozmowę. Możliwą z każdym i z każdego miejsca.
Są jak ich nazwy. Różne. Ale dzięki nim wiem, że nie jestem tu sama. Dziękuję, że poświęcacie czas, by napisać.



Gorące PDF Drukuj Email

12/07/2010 Nietypowo

Jak ta pogoda jest niesprawiedliwa, szczególnie dla panów
męczących się pod krawatem i w marynarkach.
Elegancja, czy też czasem niesprawiedliwy wymóg korporacji.
Ciekawe, czy wszyscy pracują w klimatyzowanych oazach?
Idac z metra mijam grajka, o którym ci opowiadałem
kolejnych klęczących i siedzących z różnymi karteczkami.
Idę powoli, bo przecież gorąco, ciągle wyprzedają mnie ludzie,
niektórzy prawie biegiem.
Po co - przecież dotrą do pracy mocno zgrzani
i nie bardzo będzie im się chciało pracować.
Mijam też takich (szczególnie dziewczyny :) )którzy z urokow lata korzystają
i są ubrani bardzo zwiewnie (nie wiem czy można tak powiedziec o chłopach
ale brakuje mi innego dobrego słowa)
(...)
o 15 ruszamy we dwóch na ważne spotkanie,
ważne, bo spotykają się ważne persony w dosyć kluczowej dla banku sprawie.
Pominę merytoryczną zawartość - nie warto zawracać Ci głowy.
Wrócę do tematu ubioru.
Część ( w tym my dwaj) luzniutko, letnio, dziewczyny w lekkich (bez dekoltów!! :)) sukienkach
ale kilka osób pociło się (kiepsko działa klima) w mundurkach - pytam się w imię czego tak się męczą
przeciez lepiej wyglądać świeżo w letniej koszuli
niż spoconym pod krawatem.
Czy ich szefowie nie mogli im po prostu powiedzieć-są upały - weźmy na luz?
Wracałem przez ciepłą Senatorską
po południu, na szczęście mniej ludzi pędziło
rozkoszowali się latem i dobrze...
(...)
T.

T. napisał bardzo aktualnego maila, o tym jak cieszyć się latem w pracy.
Hmmm, niedawno w "Życiu jak marzenie" rozmawiałam o stylu ubierania się w wakacje i ... wiadomo już czego nie pragną kobiety.
Wcale nie marzą o gołych, męskich torsach przechadzających się po ulicach miast.
Ale przecież jestem za luźniejszym strojem w pracy, byleby ten luz nie oznaczał strojów plażowych.
Tak wiem, Wy Panowie latem macie gorzej.:)
Pozdrawiam "garniturowców".
M.
12/07/2010 dziękuję

Pani Marzeno, dziękuję za polecenie książki "Nic nie zdarza się przypadkiem". Straciłam kilka tygodni temu ciążę. Czytam... I dziękuję za Pani słowa na tej stronie. Cenię, że pisze Pani tylko wtedy kiedy faktycznie jest coś ważnego do powiedzenia, bez tego wszędobylskiego "muszenia" codziennej pisaniny. Pozdrawiam Panią serdecznie, M.
No właśnie, nic nie zdarza się przypadkiem...choć wtedy, gdy się zdarza naprawdę ciężko to zrozumieć.
Droga M. Czytaj, korzystaj i układaj sobie swój świat na nowo...to jest możliwe.
Wysyłam mnóstwo ciepłych myśli.
Aha, jest moment, gdy tę książkę przestaje się połykać, a zaczyna się ją powoli chłonąć.
M.
12/07/2010 Do M...

Już zdążyłem być nad morzem! Ciągle jest, nie wyschło:) I szumi, choć faluje bardzo nieśpiesznie i delikatnie. Pewnie ma czas...
Do usłyszenia :) tomik
Tomik tak celnie i ładnie napisał o morzu.
Teraz już wiem, dlaczego zawsze mnie tam ciągnie, choćby na małą chwilę.
Chcę zobaczyć, że jest, a czas, który ma jest bezkresny.
W przeciwieństwie do mojego.
Ściskam Tomika!
M.
12/07/2010 sens życia

Marzeno,
we wpisie z dn. 25 czerwca piszesz o sensie życia. Zgadzam się z Twoimi słowami, że zamiast za dużo myśleć o życiu, lepiej poprostu żyć.
Oczywiście każdy inteligenty człowiek, któremu do pełni szczęścia nie wystarczy najeść i wyspać się do syta, będzie zadawał sobie rożnego rodzaju pytania egzystencjonalne. Jednak, moim zdaniem, przyczyna, dla której zadajemy sobie owe pytania, może dać słuszną odpowiedź na większość z nich. Mam świadomość tego, że większość ludzi nie zgodzi się z tym, co napiszę, ale ... to dobrze. Bo jak wiadomo - tam, gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele.
Pytania o sens życia pojawiają się z bardzo prostej przyczyny - nie chcemy zaakceptować myśli, że nasze życie nie ma owego sensu. Jesteśmy przerażeni, gdy nachodzą nas właśnie takie myśli, mówimy sobie - to niemożliwe, żeby moje życie nie miało żadnego sensu, że nic nie pozostanie po mnie, gdy umrę. Czy jest bardziej przerażająca myśl niż ta, że życie mogłoby być czystym zbiegiem okoliczności, podobnie jak u innych istot na naszej planecie? Dlatego tworzymy różnego rodzaju teorie odnośnie sensu życia - by nie czuć pustki i bezsensu.
Jednak, moim zdaniem, owe przerażenie i pustka jest czymś zupełnie niepotrzebnym i głupim. Co, jeśli faktycznie rodzimy się z przypadku, żyjemy zupełnie jak inne organizmy i na końcu zupełnie naturalnie umieramy ustępując miejsce nowym osobnikom? Zupełnie nic, w moim odczuciu nie jest to wcale przerażające ani złe, jest naturalne. W żadnym przypadku nie jest to wizja pesymistyczna, w moim odczuciu jest całkowicie radosna. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy mogą czuć oburzenie z powodu traktowania człowieka jak każde inne stworzenie, ale być może właśnie tak jest. Oczywiście mamy bardziej rozwiniętą świadomość, większe potrzeby, ale być może podlegamy zupełnie tym samym prawom co inne organizmy. Ktoś kiedyś powiedział "życie nabiera sensu dopiero w wyobraźni". Jest to niewątpliwie słuszna teoria, tłumacząca m.in. fakt, że każdy człowiek inaczej odczuwa sens życia.
Ale jak pisałem wcześniej, świadomość braku owego sensu nie powinna być dla nas przerażająca, wręcz przeciwnie - powinniśmy robić wszystko, aby nasza egzystencja była przyjemna dla nas i dla wszystkich, na których nam zależy.
A na koniec słowa Fryderyka Schillera:
"Jakiż jest krótki sens tak długiej mowy?" :)
Pozdrawiam bardzo optymistycznie
Kamil
Kamilu,
czy żyjemy dla siebie?
Dla innych?
Czy fakt, że jesteśmy jak każde drzewo, czy ptak odbiera nam radość?
Człowiek od zawsze zadaje sobie mnóstwo pytań...i całe szczęście.
Dziękuję za mądry list.
M.
12/07/2010 Pewien film

Dzień dobry.
Chciałabym polecić Pani film :  Everybody's Fine   ( Wszyscy mają się dobrze).
Jest to film "z tych życiowych" gdyż mówi o samotności, relacjach międzyludzkich, kłamstwie, relacjach miedzy rodzicami, upływającym czasie, odkrywaniu własnego siebie, mówieniu prawdy...
Główny bohater rusza w podróż, która nie okazuję się zwykłymi odwiedzinami bliskich, by dowiedzieć się czy "wszyscy mają się dobrze" bowiem napotyka on obce mu sytuacje i ludzi, co zmienia jego spojrzenie na wiele spraw i na siebie samego.
Jak powiedziała jedna z napotkanych osób przez bohatera " ...Ludzie się zmienili i życie się zmieniło...".To cała fabuła, a przekaz:
Boimy się prawdy o nas samych...swoich złych wyborów, swoich zachowań, tego jak traktujemy siebie nawzajem w dzisiejszym świecie i pędzie za pieniądzmi, żeby posiadać jak najwięcej dóbr wygód...zapominając, że człowiek nie jest wielki przez to co posiada tylko kim jest, ale to zupełnie inna dygresja. Najgorsza jest obłuda, kłamstwo, kłamiemy czasami bo uważamy, ze tak będzie lepiej...
Warto  dla siebie samego zobaczyć ten film wiele razy.
Co więcej: świetna rola Roberta de Niro, oprawa muzyczna podnosząca nastrój filmu.
PS: dobrze, ze nie oglądałam tego filmu w kinie, bo spaliłabym się ze wstydu wychodząc zapłakana.
Świetnie zagrana rola Roberta de Niro.
Pięknie opowiedziana historia...
Prawie jak wyjęta z mojego życia.
Jestem ciekawa Pani opinii po obejrzeniu tego właśnie filmu.
Justyna

Justynko,
czy ja nie napisałam recenzji z tego filmu?
To niedopatrzenie.
Film widziałam w kinie.
Był taki jak piszesz, o nas, o naszych rodzicach, o naszych relacjach.
I nie zdziwię Cię pisząc, że nie ja jedna wycierałam łzy, przyznał się do nich także mój kolega- twardziel.
Piękna, choć w gruncie rzeczy smutna historia o tym ile można stracić grając i udając w życiu kogoś kim się w gruncie rzeczy nie jest.
Dziękuję, że przypomniałaś mi o tym filmie.
M.




 

 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 6 z 73
Odwiedza nas 10 gości
Razem:
2003-2010 © Marzena Chełminiak