Energia

energia, której nigdy za wiele
Energia jest wokół. W ludziach, miejscach, spotkaniach, obrazach, dźwiękach, przyrodzie. Głupio byłoby z niej nie korzystać. Mamy ją za darmo. Biorę ile się da.



Open'er Festival 2010

W zeszłym roku o mały włos, a prawie by się udało. Została płyta Kings of Leon, często odtwarzana w samochodzie. Prezent- zadośćuczynienie.
W tym roku usłyszałam, że koncert na Openerze mieli taki sobie, ale wcale nie przestało mi być żal.
Tym razem wcale się tam nie wybierałam, jest przecież codziennie tyle do zrobienia, aż do momentu, gdy coś poza mną zdecydowało, że będę. Postanowiłam nie walczyć z życiowym flow i tak oto poddałam się fali.
Akcja w pełni spontaniczna, łańcuszek dobrych ludzi uruchomiony, to co nie udało się rok temu stało sie tego lata.
Stanęłam na wysuszonej trawie lotniska, zobaczyłam te zachody i wschody słońca, jadałam śniadania słuchając organów z Bazyliki Mariackiej w Gdańsku, ale przede wszystkim podłączyłam swój krwioobieg pod tamten, złożony z wielu tysięcy ludzi.
Nie przepadam za tłumami na Monciaku, ani na plażach, ale tamten tłum festiwalowy ma kompletnie inny charakter.
On nie przeraża, nie wkurza i nie jest groźny. On się wymienia, często bez słów ogromną radością istnienia.
Ta wolność, znana mi z Jarocina tu się odrodziła i to od razu dla wielu pokoleń, ludzi z różnych krajów.
Ten fenomen Openera polega zapewne na atmosferze, a ta przecież jest czymś nienazwanym, nieuchwytnym, nie do podrobienia.
Muzyka z płyty, z radia, z małej klubowej sceny to nie to samo co muzyka z ogromnej festiwalowej sceny grana dla tysięcy ludzi.
Każdy szuka tam swoich dźwięków, ale też daje się zaskoczyć- tak jak ja świetnemu występowi Kasabian, Skunk Anansie, The Hives, czy The Dead Weather.
Za rok, już wiem- też chcę poczuć ten zapach wysuszonej trawy...skoro udaje się to co nie udało się kiedyś, to znaczy, że wszystko się może zdarzyć.

 
Ludzie wschodu

Ludzie Wschodu.
Spotkałam ich może raz w życiu. Nasze ścieżki przecięły się na chwilę. Ślad pozostał. We Lwowie ukraińska rodzina, Olena i Oleg, goszczą nas czym chata bogata. We wsi Krasnopi, na ulicy Polskiej, pyszne smażone ryby i jeszcze lepszy chleb u siostry naszego przewodnika Walerego.

 
Slow life

Doświadczam go za każdym razem, gdy jestem w Toskanii.
Wolne życie.

 
Tulipany

Kiedy pojawiają się na straganach wiem, że chociaż na dworze jeszcze zimno idzie wiosna.

 
««  start « poprz. 1 2 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 8 z 9
Odwiedza nas 16 gości
Razem:
2003-2010 © Marzena Chełminiak